OD POŻĄDANIA DO DARU

Można zaryzykować twierdzenie, że błędy poszczególnych epok powtarzają się w jednym wspólnym mianowniku: wypa­czanie rzeczywistej godności człowieka poprzez lansowanie o nim półprawd lub całkowitej nieprawdy.

Wydaje się, jakby nasza epoka chciała te wszystkie błędy zebrać w jedno i niejako całkowicie zaprzeczyć prawdziwej wielkości człowieka. Do dziś spożywamy zepsute owoce, wy­dane przez błąd Kartezjusza, który wylansowano jako ?cogito ergo sum – myślę, więc jestem”. Obecnie może nastał czas, że należałoby tę myśl sparafrazować, by powiedzieć: ?Posiadam, więc jestem”?

Obydwie te nieprawdy mają niestety odbicie w słabości naszej natury, w tej jej wegetatywnej warstwie, która ściąga czło­wieka w dół, chcąc go zniewalać. Ta część naszej natury chce wszystko w nas i wokół nas sprowadzić do naszego ?ja” i uczynić je centrum świata. A to utworzone przez nasze ?ja” ?centrum świata”, jeżeli jest zdane tylko na siebie, popada w grozę samot­ności i lęku. Wtedy też otacza się rzeczami, zamiast osobami. A ?osoba to wszechświat o naturze duchowej” (J. Maritain Huma­nizm integralny).

Stałe jest w nas napięcie między tym wszystkim, co wciąga nas w orbitę naszego ?ja” i któremu nigdy nie dość ?mieć”, a tym, co także tkwi w nas i jest siłą odśrodkową, wyprowadzającą nas w orbitę wszechświata.

Stale pulsujące w nas napięcie jest życiodajne także dla na­szego ducha, można byłoby pokusić się o analogię z żywą ko­mórką organizmu, w której wytwarzane jest napięcie przez bło­nę komórkową, spowodowane stałym konfliktem między jona­mi o ładunkach dodatnim i ujemnym, rozkładającymi się po jej zewnętrznej i wewnętrznej stronie. To dobroczynne napięcie utrzymuje przy życiu komórki organizmu. Tak więc napięcia ist­nieją w całej naszej strukturze.

W compositum cielesno-duchowym mogą spełniać rolę czynnika usprawniającego, a czasem i uruchamiającego dyna­mizm rozwojowy naszej osobowości. Nie należałoby więc lę­kać się napięć, ale je rozpoznawać, traktując jako impuls do przekraczania w sobie tego, co mogłoby rozbijać naszą natu­rę. Może się tak dziać ze wspaniałym naszym ?ja”, z którym niekiedy czujemy się zbyt dobrze, żeby nie ?myślało ono, że jest wszystkim w nas”. Jeśli pokonamy nasze egoizmy, od­czuwamy, że nam ono nie wystarcza.

Istnieje w nas tęsknota za tym, co je przekracza, co czyni nas pełniejszymi, chcemy się nimi stawać, to umożliwia nam wiązanie się z innymi ludźmi. Nie jest to zwierzęca nostalgia za nie wiadomo czym, zew natury u wilka lub u oswojonej kaczki. To prawdziwa tęsknota, która łączy nas z braćmi i z Bogiem. Wyzwala wyznanie nawet u socjalisty Proudhona: ?Myślę o Bogu, odkąd istnieję”, które Marks brutalnie wyszydził.

Jest ta tęsknota okrzykiem całej wspólnoty ludzkiej, każdy z nas rozpoznaje ją w sobie, mówiąc: ?my”. Rozpoznajemy ją w sobie i w innych, kiedy przebywamy trudną i uciążliwą drogę odzyskiwania swego człowieczeństwa, przekształcając zniewala­jące nas pożądanie rzeczy w ?dar z siebie” dla dobra innych.

Często trudem zdobyte ?my” jest ratunkiem dla człowie­ka, który łatwo gubi się w swoim ?ja”, które niechybnie prowa­dzi go do pustki rzeczy martwych.

Może choroba dzisiejszego czasu, obcość i nieobecność jednych ludzi dla drugich ma swoją genezę w tym, że człowiek zagubiony w martwych rzeczach stał się sobie obcy i jakby nieobecny dla siebie samego. Stracił ?zmysł wieczności”, która nadaje sens teraźniejszo­ści. W perspektywie wieczności człowiek rozpoznaje swój cel.

A pragnienie ludzi bycia razem nie jest ?instynktem spo­łecznym”, obserwowanym przez nas w przyrodzie, której on wcale nie scala. Pojawiający się w ideach ?humanizm społeczny” jest pozbawiony rzeczywistych podstaw. Tworzą go ludzie, którzy myślą, że jakoby istnieją dobre i trwałe wartości, wypływające tylko ze społecznej natury człowieka. Czyż bezustanne ludobój­stwo, którego jesteśmy świadkami także w obecnej dobie, nie zadaje skutecznego ciosu takiej koncepcji?

Ludzie tęsknią do braterstwa, a człowiek umie stawać się drugiemu człowiekowi bratem, gdy wyzwoli się z więzów swego ? ja”, które po zranieniu naszej natury jest nienasycone w pożą­daniu i poszukiwaniu przyjemności, nie bacząc na ofiary, jakie inni muszą ponosić na jego drodze do nasycenia. Tylko prawdzi­wa Miłość uzdalnia ludzi do braterstwa.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.