STRAŻ SERCA

Uroczyste ślubowanie i cały splendor weselnej radości, to­warzyszącej społecznej akceptacji małżeństwa, nie może przy­słonić faktu, że rozpoczyna się wspaniała, ale trudna wspinaczka we dwoje. Obdarowani sobą, muszą się jednak siebie uczyć. Miłość nie jest synonimem poznania. Powiedzenie: ?Kochamy się, więc się znamy”, jest pomyłką, która często doprowadza do wielu nieporozumień. ?Wstępna miłość upodobania” idealizuje osobę kochaną i wszystko, co ją otacza. Młodzi nie odczuwali potrzeby uczenia się prawdy o sobie. To ?zaślepienie” nadaje czaru zakochaniu, ale nie zmienia faktu, że realna prawda o za­kochanych została zamazana. Teraz, po ślubie, następuje odkry­wanie rzeczywistości i muszą na nowo uczyć się siebie.

Żaden człowiek nie jest istotą doskonałą. Boleśnie doświad­cza swojej niemożności i ograniczeń, podlega nastrojom i zmę­czeniu i wreszcie jest kuszony przez Złego, który nie pozosta­wia go w spokoju, ponieważ jest konsekwentnym nieprzyjacie­lem człowieka.

To wszystko warto wypisać na ozdobnej kartce i umieścić ją w widocznym miejscu na stole przy pierwszym wspólnym śnia­daniu po odjeździe gości weselnych. Bo jeżeli nasza ułomna ?wielkość” jest rzeczywistością ludzką, to nie są od niej uwol­nieni zakochani małżonkowie. Ta realna prawda o kondycji ludz­kiej musi uczestniczyć w ich starcie małżeńskim.

Uczyć się wspólnie, we dwoje! Najbardziej kochane ?oso­by trzecie” nie ułatwiają i nie przyśpieszają tej nauki, nawet wte­dy, gdy z dobrą wolą chcą przekazywać zdobyte w swoim mał­żeństwie cenne doświadczenia. Tych dwoje stanowi niepowta­rzalną na świecie wspólnotę, ich doświadczenie jest jedyne i dla­tego powinni uczyć się siebie na własny rachunek, wliczając w to swoje pomyłki. One też scalają ich wzajemne więzi, są wzrasta­niem miłości i uczą wzajemnego do siebie szacunku.

Szacunek jest jednym z istotnych przejawów miłości. Jest podstawowym warunkiem we wszystkich kontaktach między­ludzkich, ale między dwojgiem młodych zakochanych małżon­ków jest on zasadą podstawową, gdyż bez niego nie ma dojrze­wania miłości.

?Chcieć razem” jest także dojrzewaniem powołania ich dwojga do wspólnoty. By ona mogła w ich świadomości coraz lepiej funkcjonować, konieczny jest wspólny dialog. Nie chodzi o taki dialog, który rodzi rany leczone potem długim milczeniem. Młodzi nie mogą rezygnować z dialogu. Jest on nie tylko mówie­niem do siebie, jest raczej wypowiadaniem siebie, utrwalaniem więzi. To tak jak rozmowa, w której dwie kochające osoby na siebie patrzą, żeby móc zobaczyć siebie ?od środka”, rozpozna­wać oczami swoje wnętrze. Niekiedy taka rozmowa nie rozpo­czyna się łatwo, podjęcie jej wymaga wspólnej ofiary, ale tak buduje się miłość.

Aby doszło do dialogu, trzeba mieć czas. Jest to czas budo­wania wspólnoty. Godziny wspólnie spędzane przed telewizo­rem rzadko są przebywaniem ze sobą, a narzucony przez ekran obraz może nawet niszczyć wzajemne relacje. W dobie pośpie­chu najcenniejszym prezentem, jaki mogą sobie małżonkowie ofiarować, jest czas. Takich prezentów nie może zabraknąć w miłości dwojga. Bez czasu spędzonego ze sobą nie odgadną swo­ich pragnień, nie rozpoznają swojej wielkości, nie dowiedzą się o tym, co kogo boli, i wreszcie nie nauczą się radować sobą w zwyczajnym życiu. Zdarza się, że brak czasu jest jedną z form ucieczki przed trudem uczenia się siebie.

Trudne wyrastanie z siebie powinno się rozpoczynać już w dzieciństwie, by wtedy, gdy młodzi mówią już o sobie ?my”, ten wysiłek był już poza nimi. Nieumiejętność bycia razem może być objawem wcześniejszych zaniedbań w ?dorastaniu do doro­słości” jednego z małżonków. Wtedy któreś z nich musi ponieść ciężar trudu nauczyciela dorastania. Tak się realizuje jedyny własny charyzmat małżonków: ?Jedni drugich ciężary noście”.

Posłuchajmy: ?Nie chciałem przyjąć cierpienia, jakie stwa­rza ryzyko miłości. Myślałem, ze mu nie sprostam. Byłem za bardzo zapatrzony w siebie. Wtedy miłość jest najtrudniejsza” (K. Wojtyła Promieniowanie ojcostwa).

Małżonkowie nie mogą pozwolić sobie na obniżanie lotów pierwszego okresu miłości. Stale muszą rosnąć. Ten pełen entu­zjazmu okres pracuje na dalsze lata ich małżeństwa. Pytanie Ducha Dantego skierowane do Beatrycze w rajskiej księdze Bo­skiej Komedii może im wiele pomóc: ?Mów: na jakim się funda­mencie wsparły kochania twoje?”

Wspólne powtarzanie słów przysięgi małżeńskiej (którą powinno się znać na pamięć) w zaciszu domu, czyni z niego świą­tynię przymierza. Są sytuacje, w których trzeba powtarzać ją na­wet codziennie. Praktyka wspólnego odnawiania przysięgi mał­żeńskiej dla umocnienia jedności dwojga jest zabezpieczeniem przed słabością ludzką.

Radosne przypominanie rocznic jest także wspólnym ge­stem, który ma ogromne znaczenie w budowaniu wspólnoty. Atmosfera wytwarzana przez wspólne świętowanie sprawia, że uczenie się siebie jest owocne.

Wszystkie pomoce w dorastaniu do miłości uświadamia­ją małżonkom, że pierwszym i niezastąpionym gwarantem ich miłości i jedności jest nadprzyrodzona moc Łaski, którą otrzy­mują w sakramencie małżeństwa. Stała obecność przy nich Osoby Chrystusa jest fundamentem miłości i jedności mał­żeńskiej, jest mocą, która prowadzi do zjednoczenia w komu­nii osób.

Komunia osób jest celem wspólnoty małżeńskiej, w której rodzą się nowi ludzie. Dlatego tak ważne jest ich wzajemne uczenie się godnego pożycia małżeńskiego, w którym realizuje się ich rodzicielstwo. Sposób realizowania sie­bie w ?jedności ciała” jest albo pogłębianiem więzi i reali­zacją małżeńskiego powołania, albo czynnikiem destruk­cyjnym, który ich od siebie oddala.

Wychowanie do pełni życia, które rozpoczyna się od dzie­ciństwa, teraz wydaje owoce. Małżeństwo jest pierwszym eta­pem, w którym to wychowanie się weryfikuje.

Żona już teraz przeżywa realnie swoją osobę jako przyszła matka. Akceptacja tego pragnienia, wpisanego w jej naturę, ukie­runkowuje jej współżycie małżeńskie. Ona ze swojej natury bar­dziej pragnie miłości i wszystkich jej przejawów niż zaspokoje­nia zmysłów. Sprawą ogromnej wagi w przekazywaniu objawów miłości jest delikatność i czułość ze strony męża podczas i po zbliżeniu małżeńskim.

Współżycie małżeńskie jest wtedy dla kobiety dopełnieniem jedności małżeńskiej, nie oddziela przeżyć duchowych i psychicz­nych od przeżycia cielesnego podczas aktu małżeńskiego. Jej ciało nosi w sobie wielką tajemnicę duchową i nigdy nie zaakceptuje ona instrumentalnego traktowania swojej osoby. Gdy zaś doszło w jej życiu przedmałżeńskim do pomyłek, czy też do deprawacji jej kobiecości, zawsze poprzednie przeżycia odzywają się w niej bólem, agresją w stosunku do siebie samej i do otoczenia.

Młody małżonek musi o tym wszystkim wiedzieć, by za­dbać o to, aby żadna poważna sprzeczka nie poprzedzała ich małżeńskiego współżycia, bo nawet wtedy, gdy zewnętrzne po­zory ?poprawności” będą zachowane, cała wewnętrzna struktu­ra kobiety nie została ?uśpiona” i może się ujawnić w nieoczeki­wanym momencie.

?Inność” żony objawia się także różnicą w jej fizjologii płodności, przebiegającej cyklicznie, co wyznacza dni płod­ne, które nie są zależne tylko od kalendarza, gdyż są rytmem jej własnej fizjologii (nie znaczy to, że nie podobnej do fizjo­logii innych kobiet).

Dlatego każdy człowiek powinien się nauczyć swojej fizjo­logii, kobieta również powinna ją znać, aby rozumieć funkcjono­wanie swego organizmu.

Młoda żona też musi ?uczyć się męża”, wiedząc, że we wza­jemnych odniesieniach nie tylko ona oczekuje objawów szacun­ku i wyrozumiałości. Skłonność męża do szybkiego pobudzenia jest objawem fizjologii, którą powinien on umieć opanowywać na wiele lat przed zawarciem małżeństwa (mowa o tym była w rozdziałach ?Dynamika rozwoju” i ?Pełnia życia”).

W małżeństwie oboje powinni uczyć się swojej fizjologii razem. Fizjologia płodności męża jest inna, nie ma cyklicznego charakteru, ciągłość jej funkcjonowania wymaga uruchomienia zdolności opanowania popędu, co pomoże respektować w ich pożyciu małżeńskim fakt różnorodności.

Wspólne nastawienie na największy dar ich powołania – ro­dzicielstwo – zwiększa obowiązek odpowiedzialnego kierowania sobą tak, by płciowy charakter ich więzi nie stał się w pożyciu małżeńskim pokusą i przedmiotem manipulacji. Przywilej ro­dzicielstwa nie może być spychany do podświadomości i trakto­wany jako przeszkoda w zjednoczeniu małżeńskim, które jest świadectwem radosnej więzi, a nie egoizmem we dwoje.

I znów stają oni oboje przed koniecznością szukania ?me­tod pedagogicznych” dla siebie, w czym pomaga im ?intuicja miłości”. Wspólne szukanie sposobów (niekiedy mozolna nau­ka), aby jak najpełniej poprzez swoją cielesność wyrazić ducha.

Stale chodzi tu o to, jak odpowiedzieć na wspólne powo­łanie, które warunkuje całą ich wieczność. ?Czasem ludzkie istnienie wydaje się za krótkie dla miłości. Kiedy indziej jest jednak odwrotnie: miłość ludzka wydaje się za krótka w sto­sunku do istnienia – a może raczej za płytka” (K. Wojtyła Przed sklepem jubilera).

Miłość małżonków jest zadaniem nie tylko w płaszczyźnie horyzontalnej, rozciągniętej na całe życie, ale i w płaszczyźnie pionowej, sięgającej w górę i w głąb. Wtedy rzeczywiście życie staje się za krótkie. Nie jest ono już odliczane sprawnością i mia­rą lat, bo zawsze jest wtedy za mało czasu, aby potwierdzić wspól­nym życiem okrzyk: ?Dobrze, że jesteś”.

Trzeba więc stale ?trzymać straż” serca, aby nie wymknęło się ono niepostrzeżenie przez drzwi naszego egoizmu. Aby moż­na było, patrząc na siebie wzajemnie i na swoje dzieci, powtórzyć w zachwycie za A. DTIeilly: ?Twarz człowieka – obliczem Boga”. Słowa tytułu tej książki są dla małżeństwa uwieńczeniem ich ?komunii osób”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.