ŻYCIE SPOŁECZNE

Ludzie żyją życiem społecznym, które przez socjologów rozpatrywane jest z różnych punktów widzenia. Najczęściej jest to opis zjawisk społecznych, postrzeganych przez ?mędr­ca szkiełko i oko”.

Wymiar społeczny życia ludzkiego zawiera w sobie jakby dwie warstwy, tak jak życie w oceanie: widoczną, oglądaną z ze­wnątrz, zupełnie inną niż ta druga niewidoczna, którą można zobaczyć tylko wtedy, gdy się człowiek zanurzy w głębinę.

Życie społeczne człowieka nie zmniejsza tajemnicy osoby ludzkiej, co sprawia, że rejestrowane przez socjologię zjawiska nie rozwiązują w całości problemów ludzkiego współżycia spo­łecznego. Formy życia społeczności mają jakby dwa nurty: je­den – dużego zaangażowania w dobro wspólne, oparty na heroi­zmie jednostek, drugi – objawiający się egoizmem jednostek sa­molubnych.

Niekiedy zorganizowana społeczność wykorzystuje człowie­ka. Próbuje się on wtedy wyzwolić spod przymusu, gdyż słu­sznie odczuwa go jako pogwałcenie naturalnego prawa do wol­ności. To wyzwalanie może przybierać formę uzasadnionych protestów zbiorowych, ale może też przybierać formę groźniej­szą, ruchów anarchistycznych, które już nie walczą o wolność, lecz stają się samowolą niszczenia.

W życiu społecznym socjologowie określają rodzinę jako najmniejszą ?komórkę”, która jest wzorcem dla każdej społecz­ności. Życie społeczne w rodzinie przybiera jednak formę bra­terstwa, która nie likwiduje panującej w niej hierarchii, opartej na autorytecie rodziców.

Ta społeczność rodzinna nie jest wymysłem ludzkim. Jest ona owocem prawa naturalnego wpisanego w serce mężczyzny i kobiety. Zabezpiecza ciąg pokoleń i organizuje ład społeczny na zasadach miłości. Tak więc małżeństwo i rodzina nie są ?strukturą ludzką”, którą społeczeństwo może się dowolnie posługiwać dla celów przez siebie ustalanych. Jest to fundament społeczeństwa, bez którego nie miałoby ono szans rozwoju i nawet racji bytu.

Jest jeszcze drugi fundament społeczeństwa, często niewi­doczny, ale bardzo ważny. Jest to ten nurt życia społecznego, który jest jakby spoiwem między życiem opartym na powołaniu powszechnym do małżeństwa a życiem w powołaniu specjalnym, w dziewictwie i celibacie. To specjalne powołanie ma szczegól­ną moc przywoływania na ziemię darów nadprzyrodzonych. Wypełnia świat niewidzialną rzeczywistością, która łączy niebo z ziemią i swoim życiem wydanym dla braci świadczy przysługi bezinteresownej miłości. Teilhard de Chardin przywołał wizję świata, w którym funkcjonuje ta pełna społeczność: ?Gdybyśmy byli tak wrażliwi na niewidzialną światłość, jak jesteśmy wrażli­wi na chmury i obłoki, pioruny czy promienie słoneczne, to du­sze czyste wydawałyby się nam równie aktywne, wskutek samej swojej czystości, jak śnieżne szczyty i nieruchome wierzchołki, które nieustannie zbierają dla nas energie i moce, wędrujące w górnych sferach powietrza” (Etudes).

Takie są moce życia duchowego ludzi, którzy zostali ogar­nięci powołaniem szczególnym poprzez wezwanie do całkowi­tego daru z siebie. Świadomie podjęte przez człowieka staje się to powołanie sposobem realizowania jego własnego człowieczeń­stwa, włączając go coraz głębiej we wspólnotę ludzką.

Wspólnotą dla niego staje się wtedy cała ludzkość. Zdoby­wa ją poprzez rezygnację z przyrodzonego prawa wyłączności dwojga. Wymaga to rozszerzenia serca.

Otrzymanie tego daru i służenie nim jest niemożliwe bez specjalnego zaproszenia ze strony Stwórcy, gdyż ?tylko wtedy kocha się ludzkość dla niej samej miłością nieegoistyczną, gdy się ją kocha w Bogu, jedynie Umiłowanym” (H. de Lubac Kato­licyzm). To Bóg uzdalnia ludzi do takiej miłości.

Ogarnięty tą miłością człowiek uznaje swoje życie za służ­bę: służbę braciom i społeczności. Służbę, która pomaga poko­nywać egoizmy, jakie czynią ze społeczności giełdę przetargów między tymi, którzy chcą jak najwięcej zagarnąć dla siebie.

A ludzkość tęskni do braterstwa tęsknotą wpisaną w serce człowieka, które zawsze radośniej wypowiada słowo ?my” niż zamknięte sobą słowo ?ja”.

Każda dojrzała miłość służby jest czerpaniem z miłości sa­mego Boga. To jest pierwszy sekret tego szczególnego powoła­nia, mocą którego powołany człowiek ?nie tylko nie wyzbywa się przez to przyrodzonych swych uzdolnień, ale na usługi spo­łeczności, której jest naturalnym członkiem, oddaje działalność tym bardziej owocną, im bardziej wolne i czyste jest jej źródło” (św. Augustyn De cognitione baptismi).

Miłość poprzez służbę staje się bardziej czytelna. Clau­del pisał: ?Żaden z naszych braci, nawet gdyby tego chciał, nie może być dla nas nieobecny. W najbardziej zimnym skąp­cu, w prostytutce i pijaku jest nieśmiertelna dusza święcie zajęta oddychaniem, która odcięta od światła odprawia nocną adorację. Słyszę, jak one mówią, kiedy my mówimy, i jak łka­ją, gdy padam na kolana. Przyjmuję wszystko! Biorę je wszy­stkie i wszystkie obejmuję. Nie ma wśród nich ani jednej, której bym nie potrzebował i bez której mógłbym się obyć!” (Cantique de Palmyre).

Każdy, kto podjął to niezwykłe zaproszenie, wie dobrze, jak wiele trzeba się wyrzec, by mieć z czego dawać, i że to oddawanie wcale nie jest rozpraszaniem, gdyż ?zdolność do tego, żeby być wszędzie obecnym, wzrasta razem ze zdolno­ścią do wewnętrznego skupienia” (H. de Lubac Katolicyzm).

Tak więc życie społeczne opiera się jakby na dwóch fila­rach: małżeństwa i dziewictwa. Obydwa te filary są konieczne i wzajemnie się potwierdzają: małżeństwo jest fundamentem spo­łeczności, którą tworzy, a dziewictwo jest szczególnym znakiem realnej więzi z Bogiem, w rzeczywistości ziemskiej. Obydwa te powołania są tworzywem, które realizuje jedność między ludź­mi, są skarbem całej ludzkości.

Nasz obecny wiek bardzo potrzebuje tej jedności, która pro­wadzi do braterstwa.

Potrzebuje też świadectwa życia autentycznie ludzkiego, czyli życia realizowanego świadomie i bez kompromisów w dwóch warstwach: przyrodzonej i nadprzyrodzonej, aby każdy mógł odczytać wartość swego własnego człowieczeństwa. Życie całko­wicie oddane Bogu i ludziom Raysbrock nazwał ?prawdziwym życiem społecznym”. Rozwinął tę myśl, pisząc: ?We wszystkim, cokolwiek dobrego czynimy, winniśmy być zjednoczeni nie tyl­ko z Bogiem, ale także przez Boga i z bliźnimi, tak byśmy od ludzi szli do Boga i od Boga do ludzi… Nie ma tu znaczenia podział i nierówność prac, ponieważ owoc jest wspólny. Niemniej jed­nak, kto najbardziej pragnie chwały Boga i powszechnego zba­wienia ludzi, ten otrzyma od Boga największą nagrodę” (Le livre du Tabernacle spirituel).

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.