MIEĆ” GZY ?BYĆ”

Pełnia człowieczeństwa to ?być”. Być człowiekiem. Być człowiekiem w ciągle osiąganej pełni. Temu, by człowiekiem być, przeciwstawia się ?mieć”, ?posiadać”. Być człowiekiem, to ciągle nim się stawać. Mieć i posiadać jest programem, który nie zna granic: mieć dużo, mieć coraz wiecej.

We wczesnym dzieciństwie można zauważyć pociąg do do­bra i piękna oraz wrażliwość na prawdę. To jakby wrodzone, naturalne pragnienie jest objawem życia duchowego dziecka. Zadaniem wychowania jest chronić je w dziecku i rozwijać.

Ale obserwujemy w nim także inne objawy, jak złość, leni­stwo i upór, które niszczą życie duchowe. Wykorzenianie tych wad jest trudnym zadaniem wychowawczym rodziców. Pomocą w zrealizowaniu tego zadania jest rozwijanie w dziecku tego, co

dobre i piękne. Dla rozwinięcia ?jasnej” strony życia duchowe­go dziecka konieczne jest uczenie go wartości moralnych, które umożliwiają zrealizowanie siebie i są barierą przed zagrożeniami.

Rodzice nie mogą dopuścić do tłumienia duchowych pragnień dziecka poprzez zalewanie go dobrami materialnymi, a także po­przez spełnianie coraz to nowych zachcianek łatwych i przyjem­nych, gdyż one blokują w nim kształtowanie uczuć wyższych.

Jeśli rodzice chcą dobrze wychować swoje dzieci, muszą sami zadać sobie pytanie: co jest naszym ideałem? Gdyż oni pierwsi są obrazem ideału, który tworzy w sobie dziecko. Zachodzi więc ścisły związek między ideałem ukazywanym dziecku a ideałem, do którego rodzice sami dążą. Brak spójności ideałów odbija się negatywnie na osobowości dziecka.

Pierwsze przeżycia dziecka mają niezatarty wpływ na jego psychikę. I to zarówno przeżycia dobre, jak i złe. Prawo ?pierw­szych połączeń”, które stanowi fizjologię wyższych czynności nerwowych, wskazu je, że pierwsze przeżycia człowieka odciska­ją się tak silnie na jego psychice, iż stają się jakby wzorcem dla następnych przeżyć. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, cho­ciaż bardzo wyraźnie objawia się to prawo w życiu płciowym. Tak więc wczesne rozpoczynanie życia płciowego bez uczu­ciowego zaangażowania w konkretną osobę, oddzielające popęd seksualny od miłości, jest skazą na całym życiu płcio­wym człowieka. Może ono doprowadzić do zaburzeń przeży­wania popędu.

Musimy być formowani w kierunku dobra. I tak się dzieje, jeśli ukazywane ideały obrazują dobro.

Dobro ?ogólne” może być rozpisywane na dobra cząstko­we, które stopniowo wnikają w umysł i wolę dziecka, na przy­kład zamiłowanie do pracy – poprzez program obowiązków życia codziennego. Dziecko uczy się wtedy spełniania swoich powin­ności, a nie życzeń płynących z wyobraźni czy przeczytanego komiksu. Rzeczywiste życie, obowiązek nadający celowość po­stępowaniu kształtuje w nas realizm i wolę czynu. ?Gdy pytano

Bacha, w jaki sposób doszedł do takiej doskonałości w swej sztu­ce, odpowiedział po prostu: ?Przykładałem się; każdy, kto tak się będzie przykładał, osiągnie ten sam wynik?” (A. Rogalski Myśl i wyobraźnia).

Praca – dobro dla człowieka, które mu służy w stawaniu się ?pełnym” człowiekiem, jest trudem, który wywołuje w nim zmęczenie. Brak motywacji w pracy wywołuje szybko znużenie, które w przeciwieństwie do zmęczenia jest objawem patologicz­nym. Zmęczenie jest dla człowieka ciężarem, ale uczy ono prze­kraczania siebie, bez którego nie osiągnie on prawdziwego szczę­ścia. Antoine de Saint-Exupéry mówi: ?Trzeba dawać, zanim się otrzyma i budować, zanim się zamieszka” {Twierdza).

Takie są drogi stawania się człowiekiem: by móc coraz peł­niej być.

Tak jak dobro formuje, tak zło deprawuje. ?Mieć” może dochodzić do niebywałych granic w swych pragnieniach, by po­siadać. Może także chcieć posiadać człowieka, traktując go jak rzecz. Do takiej patologii prowadzi ?edukacja” pornografii. Dla­tego powtórzmy znany, ale bardzo znamienny przykład, którego opis powinno się dziś wywiesić w gablotach wszystkich szkół, w każdym miejscu użyteczności publicznej, a jeżeli trzeba, to i w domu rodzinnym – aby ostrzec przed deprawacją pornografii:

?24 stycznia br., w przedzień egzekucji, Ted Bundy, Ame­rykanin, lat 42, zasądzony na śmierć za zgwałcenie i zamordowa­nie około stu kobiet, udzielił wywiadu psychologowi J. Dobsonowi, przewodniczącemu stowarzyszenia ?Focus on the family?. W swym wywiadzie Ted Bundy w szczerej skrusze wyjaśnił, jak nawet porządny chłopiec może stać się sadystą kryminalnym, gdy da się opętać pornografii, i rzucił gorący apel, aby coś robić, żeby nie pojawili się nowi Bundy.

-   …Wróćmy do początków. Wyrosłeś w rodzinie zdrowej?

-  Tak!

-   Czy sam nie uległeś kiedyś jakiejś przemocy seksualnej, jakimś szczególnym szokom?

-   Nie, nigdy. I to też jest tragedią: wychowałem się w rodzi­nie wspaniałej. Moi rodzice byli czujni i pełni miłości. Mam pię­cioro braci i sióstr. Chodziliśmy razem do kościoła. Moi najbliżsi nie pili, nie palili, byli przeciwni grze hazardowej, nie cierpieli przemocy czy kłótni w domu. Zdarzały się nieraz problemy, ale w żadnym razie moją sytuacją rodzinną nie da się wyjaśnić tego, co się stało. Raczej chciałbym przypomnieć, jak to mając 12 lat odkryłem pornografię w jednym sklepie blisko naszego domu. Wraz ze swoimi kolegami przebywałem często na ulicy; szpera­liśmy wśród śmieci, czasem znajdowaliśmy czasopisma porno­graficzne bardziej ?hard?.

-  Chcesz powiedzieć takie, gdzie były ilustracje ze scenami gwałtów?

-   Tak, i chcę podkreślić, że ten właśnie rodzaj pornografii jest najbardziej niebezpieczny. Mówię to z doświadczenia osobistego. Było to doświadczenie ciężkie, straszne. Porno­grafią najszkodliwszą jest ta, która pokazuje gwałty seksualne. Gwałt i seks razem wzięte wzbudzają straszne pragnienia.

-   Pamiętasz swe myśli z tego czasu?

-  Zanim odpowiem, chcę jedno wyjaśnić: nie szukam uspra­wiedliwienia. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za to, co zro­biłem. Ale uważam, że to pornografia popchnęła mnie na drogę gwałtu. Podniecała moją wyobraźnię. Potem stałem się niewol­nikiem swoich wyobrażeń.

-   Chciałbym to lepiej zrozumieć. Twoje wyobrażenia, po­budzane przez pornografię, osiągały taką siłę, żeś czuł nieodpar­tą potrzebę, by je urzeczywistnić.

-  Właśnie tak. A działo się to stopniowo. Za każdym razem szukałem w pornografii silniejszych, potężniejszych emocji. Jest to jakby narkotyk, bez którego nie można się obyć. Aż człowiek odkrywa, że i to mu nie wystarcza.

-   Przedtem nie myślałeś, że można popełniać takie prze­stępstwa?

-     Najpierw czuje się brutalną potrzebę czynienia tego ro­dzaju rzeczy, a potem się do tego dochodzi. Chcę, żeby to ludzie zrozumieli: byłem człowiekiem normalnym, nie spędzałem dni w barze na piciu, nie byłem włóczęgą czy zboczeńcem. Miałem dobrych przyjaciół, prowadziłem życie normalne z wyjątkiem tych niszczycielskich wyobrażeń, które ukrywałem. Kiedy are­sztowano mnie po raz pierwszy, szok i przerażenie moich bli­skich były spowodowane również tym, że uważali mnie za po­rządnego młodzieńca amerykańskiego. Tego się nigdy nie spodziewali. Wrażliwość i sumienie, jakie dał mi Bóg, były nie­naruszone, ale w owych chwilach bywały zniesione. Ludzie muszą zrozumieć, że kto jest pod wpływem gwałtu, zwłaszcza gwałtu z pornografii, nie jest potworem z urodzenia. Moja rodzina była wierząca i wspaniała, ale nie ma żadnej ochrony przed wpływem pornografii, na którą godzi się zbyt tolerancyjne społeczeństwo.

-   Wiem, że wierzysz w to, co mówisz. Jestem tutaj, aby zebrać to ostatnie orędzie, jakie chcesz przekazać: pornogra­fia brutalna przynosi ludziom szkodę i jest przyczyną zabójstw i zgwałceń.

-   W więzieniu spotkałem wielu ludzi, którzy zostali dopro­wadzeni do gwałtu tak jak ja, pod wpływem brutalnej pornogra­fii. Bez tego moje życie i życie tylu innych osób byłoby lepsze.

-   Czy uważasz za słuszną karę, jaką ci wymierza państwo?

-   Nie chcę umierać. Ale zasługuję na jak najsurowszą karę i uważam, że społeczeństwo musi się bronić przed takimi ludźmi jak ja. Ufam jednak, że z tego wywiadu okaże się jasno, że społe­czeństwo winno się chronić przed sybą. Nie ma sensu, by ludzie porządni potępiali Teda Bundy i przechodzili obojętnie obok kiosków pełnych czasopism pornograficznych, które rodzą Te­dów Bundy. Moja śmierć nie przywróci życia pięknym dziew­czynom, które zabiłem, ani nie złagodzi bólu ich rodziców. Trzeba coś zrobić zawczasu…”(?Mądre di Dio” nr 4/1989;tłumaczenie: ?Rycerz Niepokalanej” 6/1989).

Czy trzeba więcej słów, żeby zobaczyć tragedię człowieka, którego młodość zdeprawował ideał zła?

Rozejrzyjmy się jednak wokoło, spójrzmy na świat i na na­sze rodzime ?ideały”! Czy nie trzeba bić na alarm do odwrotu? Ocalić człowieka, obronić przed zniszczeniem. Zachować jego samego i tego człowieka, który jest obok niego i którego wizja ?mieć” może zamienić w rzecz. Chce tak wiele mieć, że został jakby przywalony śmietniskiem produktów, które go zniewalają i odbierają mu radość istnienia. Goethe wkłada w usta swego bohatera wyzwanie: ?Umrzyj, a bądź!” (Faust).

Bo człowiek przeznaczony jest do tego, aby być. War­to przyłączyć się do credo polskiego filozofa, który jedną ze swo­ich książek zatytułował: Urodziłeś się, by kochać (T. Styczeń). To znaczy nie brać, lecz dawać, nie mieć, a być.

Stoi przed nami wybór: pełnia życia czy droga donikąd? Człowiek, zdążając donikąd, zatraca siebie, a często zatraca też i innych ludzi.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.