PEŁNIA ŻYCIA

?Żaden człowiek nie ma ścieżek gotowych Rodzimy się jak gąszcz, który może zapłonąć podobnie jak krzak Mojżesza lub może uschnąć.

Ścieżki trzeba przecierać wciąż, bo mogą zarosnąć na nowo, przecierać je trzeba tak długo, aż staną się proste prostotą i dojrzałością wszystkich chwil”.

Karol Wojtyła

Człowiek obdarowany istnieniem przez Stwórcę, w chwili poczęcia nie jest jeszcze gotów do podjęcia tego daru inaczej, jak tylko poprzez wszczepiony w niego dynamizm rozwojowy, który rozpoczyna swoją działalność w niesłychanie szybkim tem­pie rozwoju biologicznego. Wprowadził nas w to zagadnienie roz­dział poprzedni, poprzez ukazanie etapów i specyfiki dynami­zmu tego procesu. Jest on jakby punktem wyjścia do ujawniania innych dynamizmów rozwojowych, tkwiących w naturze ludz­kiej, potrzebnych po to, aby człowiek mógł osiągnąć pełnię, do jakiej został przeznaczony.

Fakt urodzenia człowieka nie zaczyna i nie kończy misji rodziców. Misja ta rozpoczyna się znacznie wcześniej niż w chwili poczęcia ich dziecka. Poczęcie dziadków było ostatnim ogniwem łańcucha poprzednich pokoleń, które miało bezpośredni wpływ na misję rodziców nowo narodzonego dziecka. Można śmiało powiedzieć, że to początek drzewa genealogicznego rozpoczął misję, którą określamy: educatio estcontinuageneratio – wychowa­nie jest dalszym ciągiem rodzenia.

Zrodzenie według ciała pociąga za sobą prawo i obowiązek dalszego rodzenia, czerpie ono soki z całego dziedzictwa kultury duchowej, wpisanej w charyzmat oddziaływania rodzicielskiego.

Rodzice nie dają duszy dziecku, gdyż jest to dar Boga udzie­lony mu w chwili stwarzania. Ale rodzice, jak nikt inny, dociera­ją do duszy dziecka poprzez miłość rodzicielską. Mają pierwszy po Bogu przystęp do swego dziecka i posiadają możliwość otwie­rania go na pełnię życia. Rodzenie duchowe jest twórczą pra­cą wychowawczą rodziców, która uzdalnia dziecko do od­krywania w sobie człowieczeństwa.

Rodzimy się bowiem jak nie zapisana karta, będziemy ją zapisywali chwila po chwili tym wszystkim, co będzie wypełnia­ło naszą podświadomość i świadomość.

Rodzimy się wyposażeni we wszystko, co jest nam koniecz­ne do startu życiowego, nie jesteśmy jednak jeszcze zdolni do samodzielnego podjęcia tego startu. Wszystkiego musimy się uczyć, jednakże mamy w sobie predyspozycje do tego, by móc się uczyć.

Nasza biologia uzdalnia nas, by zakodowanym w niej dyna­mizmem coraz precyzyjniej doskonalić koordynującą funkcję naszego mózgu. Proces ten jest powolny i wymaga spełnienia wielu warunków, by mógł około 7. roku życia pomyślnie się zakończyć.

Po narodzinach stopniowo wchodzimy w inną rzeczywistość, w której zanikają dotychczasowe niezwykłe zabezpieczenia, ochraniające dziecko przez pierwszych dziewięć miesięcy życia w łonie matki. Słabość dziecka wymaga jednak dalszych za­bezpieczeń, gdyż faktem jest wielka kruchość jego życia w chwi­li startu do ?samodzielności”.

Pierwsze podstawowe odruchy, takie jak oddychanie i ssa­nie, utrzymują dziecko wprawdzie przy życiu, ale dość szybko musi się znaleźć przy nim troskliwy rozumny człowiek, który przybliży pierś matki z życiodajnym pokarmem, tak aby odruch ssania spełnił swoją funkcję odżywiania noworodka i pobudził uruchomienie całego zespołu elementów jamy ust­nej, gardzieli i przełyku, co spowoduje rozwój następnych narządów, koniecznych do funkcjonowania organizmu w zmienionych warunkach życia.

A więc nasze ?samodzielne” życie nie jest w stanie rozpo­czynać się samodzielnie, o własnych siłach, mimo że wszystko, co jest nam konieczne do rozwoju samodzielności, już posiadamy.

Po urodzeniu dziecka rozpoczął się ?drugi etap rodziciel­stwa”, w którym noworodek także ma swój udział. Czyżby w łonie matki tego udziału nie miał? Powstała już nowa gałąź na­uki, która mówi o psychologii prenatalnej. Coraz więcej jest technicznych możliwości badania różnych zachowań dziecka przed jego urodzeniem. Stwierdzamy, że środowisko, w którym żyje przez pierwszych dziewięć miesięcy od poczęcia, jest pre­cyzyjnie zaprogramowane dla jego optymalnego wzrastania.

A jednak uderza fakt zbyt jednostronnego spoglądania na ten pierwszy i podstawowy etap naszego życia i wzrastania. Ograniczamy go zazwyczaj do elementów czysto biologicznych, które przy nowoczesnej technice poddają się metodom badaw­czym, są więc łatwiejsze do rejestracji. Możemy oglądać po­szczególne etapy rozwoju systemu nerwowego i jego naczelne­go organu – mózgu. Wiemy też, że w okresie prenatalnym sy­stem nerwowy nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, żeby można było wyraźnie mówić o życiu psychicznym dziecka. A jednak oglądamy zarejestrowane na taśmach video obrazy ultrasono- graficzne, które ukazują reakcje obronne bardzo młodego pło­du w chwili, gdy dosięga go narzędzie zabójcy. Matka bardzo wyraźnie odczuwa w sobie reakcje płodu na jej niepokój, a na­wet na hałaśliwe zachowanie otoczenia.

Czy są to tylko reakcje słuchowe dziecka, które już w ło­nie matki posiada rozwinięty aparat słuchu?

Chyba nie powinniśmy zapominać, że człowiek od poczę­cia jest osobą i posiada duszę, a życie duchowe nie daje się zarejestrować, jeżeli człowiek go nie ujawni.

Wydaje się, że czas biologicznych badań nad początko­wymi etapami rozwoju człowieka osiągnął już swój pułap. Ist­nieje jeszcze tajemnica ludzkiej osoby, przed którą staje każ­dy uczciwy badacz, gdyż jest to zarazem tajemnica jego wła­snej osoby. Jest ona zakryta przed naszymi oczami tak, jak świat ziemski jest zakryty przed oczami nienarodzonego kil­kumiesięcznego człowieka w łonie matki. Urodzenie nie prze­rywa więzi osoby dziecka z osobą matki nawiązanej w życiu łonowym. To pewnie ta więź sprawia, że nowo narodzony najlepiej czuje się przy jej ciele, poprzez które utrzymywał z nią kontakt w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy swojego życia. Teraz jest nową samodzielną istotą, człowiekiem, który będąc od poczęcia osobą, nie jest kopią jakiegoś innego czło­wieka. Jego niepowtarzalność nie zmienia faktu więzi z mat­ką, mimo że po urodzeniu nastąpiło rozłączenie ciała dziecka od jej ciała przez przecięcie pępowiny. Więzi osób nie zostały zerwane, a poprzez zmniejszenie łączności cielesnej dziecka z matką rozpoczyna się nowy etap jeszcze większej łączności duchowej, wiążącej dziecko z rodzicami. Rozwija się więc nadal zapoczątkowana w życiu łonowym rodzicielska więź osobowa, w której ojciec ma coraz większą rolę, niezastąpioną także w drugim etapie realizacji rodzicielskiego powołania, jakim jest wychowanie. Jest ono dalszym ciągiem rodzenia: educatio est continua generatio.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.