BUDOWANIE DOMU

Budowanie kojarzy się zwykle ze wspaniałą architekturą albo zwyczajnymi budynkami mieszkalnymi, ze sztuką wznoszenia mostów, szkołami i wreszcie ze ?zwykłymi” domkami, najlepiej własnymi, rodzinnymi.

Każdy człowiek pragnie mieć dom, który byłby miejscem spokojnym i bezpiecznym, gdzie można po prostu być u siebie. Rodzaj azylu. U starożytnych prawem azylu objęte były świąty­nie, jakby znak, że człowiek, który rozmawia z bogami, jest nie­tykalny. Ta tradycja przeszła później do świata chrześcijańskie­go: azyl – miejsce święte i bezpieczne.

Ten ważny element budowania ludzkiego jest człowiekowi bardzo bliski. A jednak nie wyczerpuje jego pragnień.

Głęboka jest prawda bajek, które opowiadają o tym, jak smutni bywali w swoich pałacach samotni królowie, a także ja­kaś ?zaczarowana” królewna, gdy zabrakło im kogoś, kogo moż­na kochać. Warto też posłuchać o tym, że może być szczęśliwa rodzina mieszkająca w skromnym pomieszczeniu, a nawet w ty­powym slumsie.

A więc dom to nie tylko sama budowla, przestrzeń, która stanowi słuszne pragnienie wielu polskich (nie tylko polskich) rodzin. Wydaje się, że jest ona dopiero ?rusztowaniem”, które trzeba wypełnić, aby dom stał się naprawdę domem.

Pozwólmy sobie na opowieść:

Oto młode małżeństwo, pełne radości, otwarte na każde dobro, które ich spotyka. Gościnność, która też jest znakiem ta­kiego otwarcia, zaprasza do odwiedzin, jak oni mówili, ?naszego gniazdka szczęścia”. Mały pokoik z niewielkim oknem, rozświe­tlony białymi zasłonami. Oczom trudno uwierzyć, a oni wyja­śniają-z radością: ?Nasza szafa i komoda są piękne, prawda?” Rzeczywiście piękne, ślicznie oklejone skrzyneczki po owocach (pewnie cytrusowych, w tym okresie niełatwych do zdobycia), ułożone w oryginalne kształty, stanowią coś w rodzaju komody. Dalej ?szafa” w trochę innej konfiguracji, ale też dowód swoi­stej twórczości. I wreszcie stół, przy którym uradowani zasiedli­śmy, jedyny ?mebel kupiony”, jak wyjaśniają młodzi gospoda­rze. Jest nieproporcjonalnie duży w stosunku do pokoiku, ale solidny, można bezpiecznie usiąść, oprzeć się wygodnie i… taje­mnica! ?Tak – zaczyna gospodarz – stół kupiliśmy solidny, tro­chę za duży, ale przecież nie zawsze jesteśmy sami, a potem, jeśli Bóg da, na pewno nie będziemy sami, nie wiadomo, czy uda się w przyszłości zarobić na następny stół, ale i teraz jest nam taki potrzebny”. Dlaczego? – pada pytanie. ?Bo przy tym stole budujemy nasz dom, przy tym stole świętujemy każdego dnia wieczorem, gdy wracamy z pracy i rano, zanim wyjdziemy z domu.

Wieczorem zapalamy świecę (stoi na stole, rzeczywiście ładna, kolorowa, chociaż skromna) i tak wspólnie budujemy nasz dom. Jesteśmy ze sobą, jesteśmy dla siebie i uczymy się być razem dla naszej przyszłej rodziny, którą pragniemy stworzyć poprzez na­sze przymierze”.

Stół jest na tyle obszerny, że jest na nim miejsce na świecę i na kwiatek w małym wazoniku, który nikogo sobą nie przysła­nia, ale raduje swoją obecnością i pozwala ukryć w sobie zakło­potane lub zamyślone spojrzenia rozmawiających przy stole osób. 1 świeca. Są obecne osoby, więc płonie. ?Zawsze ją zapalacie, gdy jesteście przy stole?” – ?Tak, gdyż stół u naszych pradzia­dów Słowian oznaczał ?tron?, a w naszym domu jest on tronem dla światła. Światło ma różne znaczenia, wywodzi się ze słowa ?świat?. Kiedyś słowo ?świat? znaczyło to samo, co światło. Świa­tło świecy stawia nas w obliczu całego świata, łączy z nim. Kie­dyś ludzie wiedzieli to lepiej, bo dla nich słowo ?światło? łączyło się ze słowem ?ogień?, który nie tylko ich rozgrzewał, ale i rozświecał, a także skupiał, łączył wokół siebie. Stąd słowo ?ogień? łączono W źródłosłowie z ?ogniwem?. ?Ogniwo do ogniwa? utwo­rzyło nowe słowo ?łańcuch? jako połączenie wielu ogniw. Dla nas więc płomień świecy jest ogniwem łączącym z całym świa­tem, włącza nas w naszym Przymierzu małżeńskim w krąg od­powiedzialności za losy wszystkich ludzi. Tak budujemy nasz dom miłością, która otwiera się na cały świat, a nasz dom otwiera dla wszystkich, którzy wejdą w jego progi”.

Tak więc uczyli się ?pracy nad miłością”. Uczyli się, że ?miłość żyje tak długo, jak długo się nad nią pracuje” (J. Powell Pełnia człowieczeństwa, pełnia życia). Pragnęli, aby ich miłość trwała wiecznie. Mieli świadomość swych słabości, więc zaczynali co­dziennie od nowa i to budowało w nich jedność.

Wracając zaś do płomienia ich świecy. Są świadomi swoich braków i nie chcą zdawać się tylko na siebie. Zapalając świecę, dostrzegają w jej płomieniu jeszcze inny znak: płomień świecy jest symbolem nieśmiertelności duszy i zmartwychwstania. Wie­dzą dobrze, kogo oznaczają te symbole. Dlatego w ich rodzinnej wspólnocie pierwsze miejsce na ?tronie ich stołu” – ma światło symbolizujące obecnego z nimi Chrystusa. Piękny jest symbol, ale bez porównania piękniejsza jest Rzeczywistość. To Chrystus uzdalnia ich do budowania coraz prawdziwszej miłości. Samo ich Przymierze bez Niego nie miałoby mocy aż takiego rozszerzania serc i dostrzeżenia w ich życiu czegoś bez porównania więcej niż wspaniałych mebli i przestrzeni dużego domu. Jeśli nie ma miłości, przestrzeń nie jest potrzebna, bo brak miłości to jakiś stopień śmierci. Czy śmierci potrzebna jest wielka przestrzeń?

Ci młodzi mówili: ?Oboje znaliśmy ludzi posiadających własne domy. Przyszła zawierucha wojenna i zdmuchnęła domy, a wraz z nimi – ich małżeńskie przymierze. Nie wytrzymali bra­ku murów i zabezpieczeń. Odeszli każde w inną stronę. A ich dzieci jak rozdarte szaty. Raz tu, raz tam, przerzucane w pozory miłości rodziców w ich nowych miejscach zamieszkania. Zbyt wiele jest takich smutnych lekcji. Dlatego chcemy budować dom, który ma fundamenty jakby ze spiżu. Fundamenty oparte na Tym, który jest dla nas spiżem. Wznosimy dom na podstawie, której na imię Miłość. Taka Miłość oczyszcza, wciąga jak odku­rzacz wszystkie miłostki, aby oczyścić nasz dom, w którym pra­gniemy, aby zawsze było miejsce na ?stół – tron jedności?”.

Jedność, nie zastąpiony niczym wysiłek, obecny w każdym budowaniu domu, ożywia codzienność życia. Nie uwalnia od pragnienia dużego, przestrzennego domu, który jest potrzebny, aby w nim kwitło życie, ale nie jest też pierwszym i jedynym warunkiem budowania. Bo niebezpieczeństwo polega na tym, że duże przestrzenne mieszkanie może stać się miejscem dla gromadzenia rzeczy, zamiast uczynków miłości. Zabezpiecza przed tym uruchomiona czynem świadomość, że środek ciężko­ści w rozbudowywaniu Przymierza leży nie w rzeczach, a w two­rzeniu więzi. Czasem łatwiej ?uciekać w rzeczy”, gdy trud two­rzenia wspólnoty wymagający ofiary nie jest podjęty. Może być i tak, że w chwilowej trudnej sytuacji ratunkiem jest jakaś miła drobnostka, rzecz, która nabiera specjalnego znaczenia, wypełnia chwilową lukę w porozumieniu. W języku wojskowym nazwano by to ?bronią zaczepną”, stosowaną po to, aby wywołać reakcję drugiej strony. Chodzi o to, by podchwycić w ten sposób jakby na nowo istniejący wciąż w głębi duszy kontakt, on jest najważniejszy i nie zastąpi go przecież nawet najpiękniejszy pierścionek.

Trudna sytuacja powstaje wtedy, gdy jedna strona wspól­noty, najczęściej żona, w swojej gospodarskiej zapobiegliwości nastawia się na ?mieć” dla zabezpieczenia ewentualnych potrzeb, a mąż wykazuje w tej dziedzinie maksimum abnegacji. Uzgo­dnienie ?stanowisk” wymaga wtedy cierpliwości i rozsądku, zro­zumienia i wspólnej wyobraźni. Jest to trudne i bardzo potrzeb­ne budowanie. Oby tylko wspólne porozumienie nie przerodzi­ło sie z ?budowy wspólnego domu” w wyścig pracy, by szybko zarobić na kompletne urządzenie mieszkania. ?Musi przecież jakoś wyglądać, bo przyjdą goście!” ?Co powiedzą moje przyja­ciółki, gdy zobaczą naszą starą pralkę?” Raz rozpoczęty wyścig z modą może się nie kończyć na rzeczach. Może zacząć też ogar­niać obyczaje, a nawet wszystko, co dotychczas stanowiło święte sprawy domu. Jest to oczywiste zagrożenie.

Każdy z ludzi chce mieć dom i chce kochać swój dom. Jest do niego przywiązany. Pragnie go móc rozpoznawać wśród nie­skończonej ilości innych domów. Jak to się dokonuje?

?A rozpoznają go dopiero pod warunkiem, że go żywili wła­sną krwią. 1 przystroili własnym poświęceniem. Dom będzie od nich wymagał nawet ich krwi i ciała, bo będzie ich własnym sen­sem. Nie będą wówczas mogli nie rozpoznać tej boskiej struktu­ry, która będzie niby znajoma twarz. I wtedy obudzi się w nich miłość do niego. I pełne żaru będą ich wieczory. I ojcowie będą się starali ukazać go swoim synom, skoro tylko otworzą się dzie­cięce oczy i uszy, aby nie zatonął w różnorodności wszelkich rze­czy” (A. de Saint-Exupéry Twierdza).

I tak, nie wykluczając wszystkich codziennych potrzeb go­dziwego życia, musimy stawiać budowle trwałe i piękne, bo jak cegły ogniem wypalone są trwałe, tak trudem i ofiarnością sta­wiany dom przepali ?małe czy duże egoizmy budowniczych, czyniąc przez to z mieszkania świątynię dla Przymierza.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.