PRZECIW CZŁOWIECZEŃSTWU

Zdumienie budzi fakt, że w wieku XX, gdy nauki przyro­dnicze osiągnęły niebywały postęp w odkrywaniu przyrody, a człowiek poczuł się panem świata, równocześnie ten sam czło­wiek używa sił niszczycielskich przeciw sobie.

Neurofizjologia, współpracując z innymi dziedzinami nauk o człowieku, ujawniła bez zastrzeżeń kierowniczą rolę mózgu w funkcjonowaniu fizjologii ludzkiej. Ukazała także, że świadomy swojej biologii, wyposażony w mózg człowiek jest zdolny do ro­zumowania, co rzutuje na całe jego życie i funkcjonowanie. Po­przednie rozdziały dały okazję do ukazania tego szczególnego charakteru fizjologii ludzkiej.

Gdy mówimy o rodzicielstwie ludzkim, trzeba tę właści­wość fizjologii na nowo podkreślić. Rodzicielstwo ludzkie jest zakodowane w wyższych władzach duchowych człowieka, które wyrażają się w rozumnym, wolnym, a więc odpowiedzialnym działaniu. Cokolwiek człowiek czyni, uczestniczy w tym jego świadomość. Zapisane jest to także w podświadomości.

Płciowość człowieka jest koncepcją Stworzyciela i służy roz­wojowi całego człowieka wraz z jego rodzicielstwem. Wszystko, co niszczy tę koncepcję, jest skierowane przeciwko człowiekowi i dzieje się wbrew naturze ludzkiej. Dlatego ?niewinne” słowo ?antykoncepcja” to wojna wypowiedziana naturze ludzkiej. To­czy się ona w dobie, gdy hasła o ?zgodzie z naturą” oblepiają budynki i widnieją na pierwszych stronach gazet.

Czyżby człowiek przeżywał przesyt swego człowieczeństwa?

Dobrowolnie sięga po coś, co go niszczy od wewnątrz. Wszel­kie bowiem środki antykoncepcyjne niszczą jego rodzicielską świadomość, co jest nie mniej groźne niż niszczenie własnej fi­zjologii. Powoduje to, że przywilej, który go obdarza zdolnością do najwyższej twórczości oraz nobilituje go, odczytuje jako swo­je zagrożenie. Dlaczego?

Wmówiono człowiekowi, że rodzicielstwo ogranicza jego wolność, odbiera mu jego program konsumpcyjny i niszczy pla­ny np. kupna samochodu. Nie dopowiedziano jednak przy tym, że to wszystko przestanie go interesować, gdy na skutek zni­szczenia swoich sił witalnych nie będzie miał już sił wsiąść do wymarzonego samochodu, że najlepszej jakości dobra konsump­cyjne przestają uszczęśliwiać samotnego człowieka, któremu obiecywaną wolność zamieniono w przymus pogoni za rzeczami.

Jest to straszliwe niszczenie człowieka w samych podsta­wach, niszczenie jego ludzkiej natury, której zagłuszyć nie moż­na i która woła o pełnię człowieczeństwa. To wołanie pozosta­wione bez odpowiedzi wyzwala siły niszczycielskie. Nie pozo­stają one bezczynne, objawiają się agresją wobec wszystkich, a także wobec tych, których się pragnie kochać.

Nie ma istotnego znaczenia to, czy jest to pigułka hormo­nalna, czy też mechaniczne zabezpieczenia. To sam sprzeciw wobec własnej fizjologii jest środkiem niszczącym. Nie ma więc nieszkodliwej antykoncepcji, gdyż ?obezwładnienie” narządów rozrodczych, oddzielanie ich od ich funkcji rodzicielskiej, niszczy całego człowieka. Uderzenie w układ hormonalny, który funk­cjonuje całościowo w człowieku i sterowany jest przez mózg, za­burza funkcję całego organizmu.

Wiedzą o tym doskonale wszyscy lekarze, a najlepiej ci, którzy najpierw zalecają środki antykoncepcyjne, by potem la­tami leczyć ?wdzięczne” pacjentki. Wiedzą o tym także męż­czyźni, którzy zatroskani o swoje własne zdrowie, nie zgadzają się na stosowanie środków antykoncepcyjnych.

Niszczenie biologii przez używanie środków antykoncep­cyjnych nie jest jedynym niebezpieczeństwem dla człowieka. Następuje w nim wytworzenie agresji wobec życia. Zniszczenie uczuć wyższych w człowieku tak osłabia w nim jego warstwę duchową, że w konsekwencji wyolbrzymiają się ponad wszelką miarę, jego pożądania wegetatywne. Na skutek tego człowiek czuje się pomniejszony, przestaje być sobą, zaczyna zagłuszać swoje wnętrze wytworami, które czynią go niewolnikiem rzeczy.

A człowiek, stworzony z miłości i dla miłości, potrzebuje wokół siebie przyjaciół, pragnie obecności istot do siebie podob­nych. To nie rzeczy, a ludzie rozszerzają jego serce. Pragnie ich serca jak spieczona ziemia pragnie wody.

Rodzaj ludzki nie ma w sobie żadnych przymusowych dzia­łań, aby istnieć. Jedynym motorem utrzymującym jego istnienie jest miłość, i to miłość rodzicielska. Cóż więc stanie się z homo sapiens, jeśli zniszczy w sobie to bogactwo?

Historia uczy, że były już wspaniałe narody, żyjące w do­brobycie, osiągające niesłychany rozkwit kultury i znikające z powierzchni ziemi jak wiatr. Wiadomo, że nie był to wynik podbo­ju przez inne narody. Czyż nie było to samounicestwienie spo­wodowane zanikiem twórczości rodzicielskiej?

Może jednak być i tak, że jeden naród chce zniszczyć drugi naród, by zabezpieczyć swoje panowanie. Jeśli ?zasadzka” nie zo­stanie rozpoznana w porę, to słabszy musi zginąć. Nie uratują go żadne umowy międzynarodowe, które zabezpieczają tylko silnych.

Warto może przytoczyć w tym miejscu fragmenty z opubli­kowanego w ?Zeszytach Oświęcimskich” z roku 1958 Planu Wschodniego Reichsfuhrera

?W sprawie rozwiązania kwestii polskiej. A) Polacy. Ich licz­bę będzie się musiało ocenić na 20 do 24 milionów. Są oni naj­bardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najsilniejsi ze wszystkich obco plemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje. Są narodem, który najbardziej skłania się do konspiracji (…) Powinno być oczy­wiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków podobnie jak Żydów (…), musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wy­żej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzo­ne do możliwie najmniejszych rozmiarów (…).

Sprawa przyszłego traktowania Rosjan (…) Celem niemiec­kiej polityki ludnościowej na rosyjskim terenie będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzeń do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej (…) Aby doprowadzić na wschodnich tere­nach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na Wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby uro­dzeń. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatyw­ną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio,”kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł, produkujący tego rodzaju środki, musi zostać specjalnie stwo­rzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnia­nie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Nale­ży też w pełni popierać powstawanie zakładów do spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki względnie felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabie­rze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekar­skiej godności. Należy również propagować dobrowolną stery­lizację. Nie powinno się zwalczać śmiertelności niemowląt. Nie może mieć miejsca również uświadamianie matek w zakresie pielęgnacji niemowląt i chorób dziecięcych. Trzeba się starać o to, by wykształcenie rosyjskich lekarzy w tych dziedzinach wiedzy było możliwie jak najmniejsze. Nie wolno popierać domów dziecka itp. instytucji (…) W każdym razie całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapeł­nić tego terenu naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody zajęłyby ten obszar, co również nie leżałoby w na­szym interesie. Naszym celem przy wprowadzeniu tych środ­ków jest tylko to, ażeby Rosjan osłabić do tego stopnia, ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi (…) Nam Niem­com chodzi tylko o to, ażeby naród Rosyjski osłabić do tego stop­nia, aby nigdy już nie był on w stanie zagrażać niemieckiemu przewodnictwu na europejskim terenie. Do tego celu przybli­żają nas wyżej wskazane drogi. Należy pamiętać również o tym, że stłoczenie mas ludzkich w miastach fabrycznych jest nie­wątpliwie najodpowiedniejszym środkiem do ograniczenia rozmnażania się ludności. Powyżej omówiona propaganda i uświadomienie da się bowiem w miastach o wiele łatwiej prze­prowadzić niż na wsi (…)”.

Po ujawnieniu tego dokumentu w 1953 roku periodyk ?Ko­munist” zareagował artykułem Reakcyjne teorie o zaludnieniu, w którym pisał między innymi:

?Niebezpieczeństwo neomaltuzjanizmu pogłębia okolicz­ność, że jego fałszywe teorie, że uprawiana przezeń propaganda na rzecz wyniszczenia całych narodów przyobleczona jest w for­mę posiadającą pozory naukowości; sami zaś neomaltuzjanie przy­wdziewają togi uczonych i filantropów, ludzi, którzy jakoby tro­szczą się o interesy ludzkości. Demaskowanie tej ideologii, nieu­stanne i nieubłagane demaskowanie neomaltuzjanizmu – ide­ologii współczesnych ludożerców i wsteczników – stanowi nie­zbędną część składową walki o pokój, wolność i bezpieczeń­stwo narodów”.

Ta energiczna reakcja zagrożonego narodu była znakiem, że nie został on doszczętnie zniszczony. A jednak warto zapytać, czy dziś, po wielu latach od tamtego protestu, wolne państwo rosyjskie odpowiedziałoby podobnie? Co tak niszczy świadomość ludzi i narodów?

Czy nie przeżywał wizji współczesnego świata, zanim zgi­nął, walcząc o Warszawę, młody poeta, Krzysztof Kamil Baczyński?

?Jeśli skrzydła dzieci maleńkich poobcinają, zamienią w kamień, odbierz nam ziemię spod stóp przeklętych, w glinę nas zamień ”

(,Modlitwa III). Ten krzyk jest uzasadnionym ostrzeżeniem! Warto więc rozejrzeć się dokoła, by zobaczyć, że człowiek nie może mieć w sobie innej koncepcji o sobie i o świecie niż ta, która została mu przekazana przez Stwórcę.

Antykoncepcja nieuchronnie prowadzi do zanegowania sen­su życia. Niszczy ona w ludziach ?zmysł życia”, który jest moto­rem wszelkich dążeń, przeżyć i radości. Staje więc przed nami pytanie na dziś i na jutro: Czy mamy istnieć,na mapie świata? Czy nie budzą w nas lęku prognozy demograficzne dla Polski?

Uczciwi specjaliści biją na alarm, chcąc powstrzymać kata­strofę. Wiedzą, że to właśnie sytuacja demograficzna jest – wbrew szerzonym opiniom – barierą dla ekonomii, gdyż przyrost ludno­ści warunkuje rozwój społeczny we wszystkich kierunkach. Dla­czego nauka w świecie i w Polsce milczy o tym sprawdzonym prawie?! Mentalność antyrodzicielska jest początkiem całego procesu degradacji człowieka. Trzeba włożyć wiele trudu, aby wszyscy się spostrzegli, że zorganizowane działania przeciw au­tentycznemu powołaniu człowieka do twórczości rodzicielskiej są zgubą dla ludzkości.

W czyim interesie leży to zniszczenie, które przecież zni­szczy nie tylko niszczonych, ale i niszczących?

Chodzi o zniszczenie ducha ludzkiego, co prowadzi nieuchron­nie do zniszczenia całego człowieka. Proces ten bowiem nie zatrzy­muje się w ?środku drogi”, wyrywa z człowieka to, co najgłębsze, by potem zebrać łupy zagarnięte z bezradności ludzkiej. Odczytajmy wizję wieszcza: ?Harfiarz:

Cóż wyrzekły wróżby? powiedz, straszna? Roza Weneda:

Wczoraj kości warzyłam na poła, Mózg gotował się w czaszkach człowieczych I wilgotna kość jęczała w ogniu. Słuchająca wrzasku tych umarłych, Pomazałam krwią zamknięte oczy – I nagle! -

Widmo straszne wyszło z ognia do mnie I zawiodło mnie na walkę duchów. Słuchajcie! -

Wódz dwie głowy miał: wtem jedna głowa Oczy nagle jako trup zawarła, Spadła na nią iskra piorunowa i ta głowa smętna, już umarła, Jęła smutnie mówić z. drugą żywą,


Iskry zjadły jak smolne łuczywo Rozpłakaną tułowu koronę i spojrzałam w drugą walki stronę, Odwróciwszy się jak od gasnącej główni Odpółmartwej osoby. I tam stali ludzie w szyku, równi, Równi, zimni, biali jako groby, Miecz je walił, gdy piorun był niemy, Czasem walił piorun i miecz razem. Wtem ktoś cicho wykrzyknął: ?Giniemy!” I tysięcy sześć – nietkniętych żelazem – Sześć tysięcy bez ducha upadło, Jakby je kto struł. – Nadeszłam z nożem – Otworzyłam jeden tułów trupowy i znalazłam, że w nim serce zbladło I tak trzęsło się jak liść olchowy: Więc plunęłam temu sercu w usta, 1 rozcięłam drugą pierś dla ptaków; Lecz znalazłam w niej kłębek robaków Zamiast serca. -1 pierś trzecią rozdarłam, I spojrzałam w nią – lecz była pusta! i nie było w niej serca!”

Lila Weneda

Niech ta wizja Juliusza Słowackiego wprowadzi nas w na­stępny podrozdział. Mówi on o niebezpieczeństwie podobnym.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.