PRZEMIANA

Przywilej twórczości, którym obdarzony jest każdy z nas, łączy się z godnością pracy. Praca tak jak twórczość wiąże się z trudem i zmęczeniem, nosi jednak również na sobie wspólne z twórczością znamię: obdarza człowieka radością!

Praca jest wpisana w ludzkie istnienie, a jej piękno i god­ność ma wraz z twórczością wspólne źródło, któremu na imię miłość. To miłość sprawia, że praca ma cechy sztuki. Pojęcie sztuki i jej wyraz łączą się ściśle z tym, czym ludzie żyją we współ­czesnym świecie, z tym, czym karmi się ich duch i co stawia sobie wspólnota ludzka za wzór i za ideał. Jeśli ?sztuka” staje wyłącznie na usługach interesu, a twórca tworzy na sprzedaż i zajmuje się tylko tym, co bezpośrednio użyteczne, to sama taka ?produkcja” zabiera sztuce jej ducha.

Kiedy człowiek nadaje pracy jedynie sens zysku, rozchodzą się wtedy drogi pracy i twórczości. Praca zamyka wówczas czło­wieka w ramach doczesności, nie pozwalając mu realizować w pełni swego człowieczeństwa. Praca nie służy wtedy do przekra­czania egoizmu i do rozwoju wartości wyższych.

W Chile nauczał Jan Paweł II, że ?najwyższa godność pracy zawiera się w miłości, z jaką tę pracę podejmujemy”. Chodzi oczywiście o prawdziwą miłość, która łączy się z dobrocią, mą­drością i sprawiedliwością.

Człowiek – ?homo laborans” i człowiek – ?homo faber” spo­tykają się w tym samym źródle. Miłość wyprowadza człowieka pracującego z ?zamkniętego układu doczesności”. Pozwala mu to poprzez pracę osiągnąć wielkie dzieła: wielkie dzieła myśli, techniki i tego wszystkiego, co czyni ziemię poddaną człowie­kowi. Stąd od Arystotelesa do Tomasza z Akwinu mowa jest o tym, że dłoń ludzka jest ?narzędziem nad narzędziami”. Toteż wszelka praca ludzka jest sztuką, jeśli jej trud jest trudem miło­ści. Wydobywa to w człowieku jego podobieństwo do Stwórcy. Przemienia zmęczenie człowieka w radość tworzenia. Kształtu je człowieka, a jednocześnie czyni go bratem tego, który stoi obok niego przy warsztacie pracy.

Praca może stać się środkiem ułatwiającym tworzenie wię­zi, budząc poczucie wspólnoty ludzkiej, wspólnoty, która jest wpisana w człowieczeństwo: człowiek nie jest ?samotną wyspą”, potrzebuje drugiego człowieka. Nawet wtedy, gdy pracuje sa­motnie, pracuje dla innych i niesie w sobie troskę o bliskich, a także i o nie znanych ludzi.

Tak to, pokonując trud pracy, człowiek hartuje się i wy­pracowuje w sobie postawę, która nas zbliża do brata-człowieka: do tego, który także niesie swój trud i swoje zmęczenie. Tę solidarność przeżywają wszyscy. Zwłaszcza w chwilach trud­nych: na przykład górnicy, którzy złączeni ciężkim trudem pracy pod ziemią czują się wspólnotą wzajemnie wspierającą się nie tylko w pracy, ale także w każdym niebezpieczeństwie grożą­cym bratu-górnikowi. Ileż to wysiłku, a nawet heroizmu wkła­dają górnicy ratujący tych, którzy zostali zasypani po ?tąpnię­ciu”, jakie miało miejsce w kopalni. Czyż nie jest to twórcza praca, rodząca się z tego samego źródła, co praca Matejki czy Mickiewicza? Nie ma w niej nic z niszczącej rywalizacji akor­dów, których tempo zabija możliwości ludzkich odniesień. Nie ma w niej także nic z tego wyzysku człowieka silniejszego, który używa swej przewagi do tego, aby również i jego dział pracy wy­konywał jego słabszy kolega.

Niestety, terror silniejszych fizycznie nad słabszymi stał się modą naszych czasów, choć tak wiele mówi się o poszanowaniu człowieka. ?Moda” ta. będąca świadectwem degeneracji, nie czy­ni z pracy czynnika wzrostu ludzkości. Przeciwnie, budzi lęk i niechęć do pracy, czyniąc z niej grozę i przekleństwo. Może też uczynić z twórczości ludzkiej grozę. Bo cóż się stanie, jeśli za­miast myśleć o dobru ludzkości, zacznie człowiek myśleć na przy­kład o dobru nauki z pominięciem dobra drugiego człowieka? Czy mogą wtedy budzić radość nawet tak wielkie odkrycia, jak energia atomowa, przesyłanie obrazu telewizyjnego z dalekich odległości, czy też wspaniałe podróże w kosmos?

Są bowiem w ?człowieczym” mikrokosmosie dwa bieguny: ?dwa wielkie światy, jeden wyższy, czystych duchów, drugi niż­szy, żywej przyrody, a zwłaszcza psychiki zwierzęcej” (K. Mi­chalski Między heroizmem a bestialstwem). Człowiek ma zawsze szansę łączyć się ze światem wyższym od siebie. Czuje z nim powinowactwo duchowe, posiada rozumność i wolę i ma pomoc Stworzyciela, który zawsze odpowiada na jego wołanie.

Dlatego wołający o Jego pomoc człowiek przez samo woła­nie jest już obdarowany mocą usprawniającą go do pokonywania siebie, swoich niszczycielskich zapędów i egoizmu. Egoizm bo­wiem zamyka oczy na to, że świat nie jest prywatną własnością człowieka i nie może on nim dysponować tak, jak sobie tego w danej chwili zapragnąłby on i jego współcześni. Ziemię ma czy­nić sobie poddaną, ale nie jako swą własność.

Jest dla nas zaszczytnym zadaniem to, że dziś możemy my­śleć o jutrze innych ludzi. Jest to wyraz braterstwa.

Szansą dla człowieka jest jego przemiana: przemiana w myśleniu, które łączy rozum z miłością, aby władała czło­wiekiem mądrość. Wtedy przemianie ulegnie też praca. Stanie się tym, czym powinna być: jednym ze środków osiągania mą­drości. I wtedy z rozwagą zaczniemy powtarzać proroctwo na­szego czwartego wieszcza, zawarte w Promethidionie : Pozatracane Boskości wspomnienia; Że piękno to jest, co się wam podoba Przez samolubstwo czasu lub koterii; Aż zobaczycie, że druga osoba Piękna, że dobro też zsamolubnieje Ina wygodno koniecznie zdrobnieje, i wnet za ciasnym będzie glob dla ludzi, Aż jaki piorun rozedrze zasłonę, Aż jaki wicher na nowo rozbudzi,

Aż jakie fale zatętnią czerwone!

Bo nie jest światło , by pod korcem stało, Ani sól ziemi do przypraw kuchennych, Bo piękno na to jest, by zachwycało Do pracy, praca, by się zmartwychwstało. / stąd największym prosty lud poetą, Co nuci z dłońmi ziemią brązowemi, (…)

I stąd największym prosty lud muzykiem, (…)

I Michał Anioł, co sarn kuł w marmurze… (…)

(…) Iż niepotrzebne prace zginąć muszą; Ze zbudowania w duchu się buduje, (…)

C.K. Norwid Promethidion).

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.