TAJEMNICA

W człowieku – powtórzmy – compositum cielesno-duchowym, w człowieku niosącym w sobie dwie warstwy: przyrodzoną i nadprzyrodzoną, jest zaklęty skarb: odblask mocy twórczej Stwo­rzyciela. Rozjaśnia każdego człowieka, jest jakby jego aureolą, która, choć niewidoczna, jednakże istnieje.

Moc stwórcza Boga, która objawia się miłością w stworze­niu człowieka, rodzi w człowieku miłość, która z kolei wzbudza w nim moce twórcze.

W miłości jest więc źródło mocy twórczej, którą jest obdaro­wany każdy człowiek i cała ludzkość. Dar ten jednak zobowiązuje.

Ten ?zaklęty skarb” jest do odczytania przez każdą osobę ludzką w niej samej i musi być rozbudzony miłością, aby ożyć i wydać owoce.

Czy może go rozbudzić każda miłość? Tak. Trzeba jednak przypomnieć, skoro jest tak wiele zamieszania w pojmowaniu miłości, że zbyt często używa się tego pojęcia do określenia zja­wisk, które miłością nie są. Zwłaszcza narzucone i modne dziś określenie: ?miłość seksualna” – jest zafałszowaniem. Takiej miłości po prostu nie ma. Zawiera się w tym pojęciu cecha płciowości człowieka, która łączy się z popędem seksualnym, wraz z całą gamą przeżyć zmysłowych, które występują podczas jego zaspokajania. Nie może więc być seks określany jako miłość ani jako jej przymiot, bo chociaż jest włączony w miłość małżeńską, samą miłością nie jest.

Można natomiast mówić o miłości erotycznej, bo wpraw­dzie w erosie funkcjonuje siła pożądania, to jednak jest ona tak­że związana z uczuciem. Miłość erotyczna jest więc dopiero ?przedszkolem miłości”. (Już to rozważaliśmy wyżej, jednakże w tej dziedzinie nastąpiło tak niszczące pomieszanie pojęć, że powtórzenia wydają się tu wskazane).

Eros musi być wychowany do prawdziwej miłości, w której zmysły są podporządkowane dobru mierzonemu rozumem i wolą. W takim przeobrażeniu miłość erotyczna uwalnia się ze swej psychicznej natury, która więzi człowieka w miłości własnej, roz­szerza swoje ramiona, a dzięki temu wchodzi w krąg miłości praw­dziwej, która czerpie soki z władz duchowych. To właśnie uzdal­nia ją do bezinteresownego daru z siebie. Miłość-caritas od­wraca człowieka od siebie i zwraca go ku drugim. To ona daje mu moc, by wydobyć ze swojego wnętrza ten szczególny dar, jaki jest w nim ukryty i jakiemu na imię twórczość.

Zgłębiając tajemnicę tego przywileju, którym zostaliśmy obdarowani, trzeba sięgnąć do nadprzyrodzonej warstwy nasze­go człowieczeństwa. ?Rodzaj ludzki żyje sztuką i myśleniem” o tyle, o ile, czerpiąc z najwyższej miłości Stworzyciela, sam miłu­je. Ta miłość jest odblaskiem Mocy stwórczej, jest motorem i źródłem twórczości. Musi się ona rodzić w duchowych mocach człowieka i czerpać z nadprzyrodzonych darów. Inaczej umiera. Moce te uzdalniają twórczość, która musi być ?odżywiana” Praw­dą, Dobrem i Pięknem. Podobnie jak w porządku naturalnym dla mózgu potrzebny jest tlen, a dla roślin woda.

Dary nadprzyrodzone są więc niezbędne, by rozwijał się dar twórczości do takich rozmiarów, aby człowiek był niejako przynaglony do ujawniania go. Życie nadprzyrodzone urucha­mia w człowieku tęsknotę za życiem wiecznym i ono także roz­budza dynamizm twórczy, wyrażający się tymi wartościami, którymi człowiek żyje. Jeśli dąży on do doskonałości Absolutu, to twórczość jego staje się równocześnie misją szerzenia Praw­dy. Dobra i Piękna w świecie. Te najwyższe wartości tak ogarnia­ją człowieka, że ?płonie w nim podziw” (św. Augustyn) dla Tego, który udziela tajemniczego daru twórczości człowiekowi, z miło­ści do niego.

Co dzieje się z twórczością człowieka, który chce ominąć swoje życie nadprzyrodzone? Wydaje się, że nie jest to możli­we bez uszczerbku dla jego własnego człowieczeństwa, które się przecież także poprzez twórczość wypowiada. Zdarzyć się może wtedy, że dar twórczości staje się siłą niszczycielską, prze­staje człowieka nobilitować i rozbija go jakby od środka, przy czym ?nie odżywiona” dusza choruje, z nią zaś – cały człowiek. Na skutek wewnętrznego skłócenia z wielkością swojej ludzkiej natury niszczy siebie, a może też niszczyć dobra całej ludzkości.

Tak więc przywilejem twórczości obdarowani są wszyscy ludzie, jednakże w różnym stopniu i na różne sposoby. Mówi Norwid w Promethidionie.

?… Każdy w sobie cień pięknego nosi I każdy, każdy z nas, tym piękna pyłem!”

To, że każdy z nas jest twórcą, jest także znakiem brater­stwa, jakie niesie z sobą wspólny dar. Niech to nie budzi w nas skojarzenia z demagogicznymi hasłami, które mogą cechować nawet takie bestialstwo, jakie przekształciło ziemię Galii w czer­woną rzekę niewinnej ludzkiej krwi.

Możliwa jest jedynie równość braterstwa osiągana za cenę ofiar z własnych egoizmów. Z tym braterstwem nie można porów­nywać ani ?bractwa” interesów, ani ?bractwa” magii. Braterstwo jest oparte na szacunku, będącym pierwszym z przejawów praw­dziwej miłości. Szacunek wyklucza zazdrość, która niszczy wszel­kie tworzone dobro, najdotkliwiej zaś dobro całej wspólnoty ludz­kiej. Dopiero takie braterstwo, oparte na szacunku, zdolne jest połączyć ród ludzki w jedną rodzinę. Rozszerza ono nasze widze­nie rzeczywistości ziemskiej, w całej złożoności, pozwala zobaczyć dary twórczości rozdzielane hojną Dłonią wszystkim ludziom.

Pozostanie tajemnicą samo rozdzielanie tych darów, gdyż Dawca jest wolny i ?tchnie, kędy chce”. Dodajmy – i jak chce. Człowiek obdarowany jest także wolnością, przy czym nie jest wolny od swoich słabości. Toteż może daru w sobie nie dostrzec i nie dzielić się nim z braćmi. Odnosi się to do wszystkich darów, jakie otrzymujemy. Tak jak i do wszystkich ludzi, wolnych i odpowiedzialnych, zwraca się Dawca z pytaniem: Czy chcesz?

Odpowiedź: Chcę! wiąże się z podjęciem trudu, jest wysił­kiem człowieka, któremu przecież ciąży jego ?bezwładność bio­logiczna”. Nie rozbudzona duchem ?ściąga” człowieka w dół, do poziomu wegetacji, do ?dolce far niente”. Dlatego każdy obdarowany jest skazany na wysiłek. Im większy jest otrzymany dar, tym większego potrzebuje wysiłku. Tym większe powstaje też napięcie, które zmusza człowieka do twórczości od wewnątrz.

Twórczości tej sam zrazu pojąć nie może. Niesiony jest wielko­ścią, która wyrasta ponad jego siły. Ratunkiem dla niego jest wówczas zwrot w kierunku Dawcy, który nie tylko daje człowie­kowi niezwykłe siły, ale wciąga go też we własną orbitę najwyż­szego Dobra, Prawdy i Piękna. Dla śmiertelnych orbita ta wiąże się z cierpieniem.

Warto prześledzić życie tych, którzy podjęli otrzymany dar, i to tak, że stał się on darem dla całej ludzkości.

Śladem bowiem istnienia ludzi wszystkich epok jest twór­czość. Niekiedy twórczość ta stanowi przedmiot podziwu i py­tań pozostających bez odpowiedzi, jak na przykład niezwykłe pomniki kultury Azteków lub wiedza astronomiczna starożyt­nych Egipcjan. Podziwiamy także bogactwo filozofii greckiej, do której poziomu późniejszym epokom sięgnąć było trudno, i kultury prawodawczej starożytnych Rzymian, wzorca dla prawo­dawstwa współczesnego, choć i Grecy wydali tak znakomitych prawodawców, jak Likurga i Solona.

Tworzy zarówno geniusz, jak i każdy myślący człowiek, chociaż inaczej tworzy jeden, a inaczej drugi.

Chętnie korzystamy z tych darów twórczości, bardziej łą­czymy je z imionami i nazwiskami twórców niż z ich cierpie­niem. Dawca daru twórczości, oczyszcza biorcę, aby nie czynił z siebie Zeusa. Rzeźbi go jak Michał Anioł rzeźbił dłutem mar­mur, wykuwając posągi o doskonałej formie.

Kto z nas pyta o życie tego geniusza? A przecież, gdy malo­wał Kaplicę Sykstyńską, przez miesiące leżał na deskach ruszto­wania. Jego oczy, przez długi czas niszczone farbą, nie mogły patrzeć w światło dnia. Obrzęki nóg nie pozwalały zdjąć wci­śniętych w ciało butów, trzeba je było przecinać.

Cóż więc kryje się za pięknem fresków? Geniusz twórczy? Tak, ale cenę ukazania go światu poniósł człowiek, zbolały i nie­doceniony, ale świadomy darów talentu, które otrzymał. To one kazały mu podjąć trud, cierpienie, aby mógł objawić światu odblask wiecznego Piękna.

Czym karmi się taki twórca? Z czego rodzi się prawdziwe piękno? Wydobyte i pokazane ziemi, sięga nieba. K. Schulz wkła­da w usta Michała Anioła takie jego wyznanie: ?…Ale mnie te czasy sprawiają cierpienie. Tylko tym bólem je zwyciężę i nie dam się porwać mętnym nurtom. Tak, ból. Zwyciężę je bólem. Staruszek mistrz Bertoldo powiedział kiedyś: ? Vulnera dantfor­mom…? Tylko cierpienie nadaje kształt rzeczom. I życiu. Cier­pienie kształtuje mnie tak, jak ja modeluję kamień. Cierpienie i kamień… życie”. 1 dalej opowiada sam autor o tworzeniu Piety: ?Pracował zapamiętale. Lekko ułożył martwe ciało na kolanach Matki, jakby je pozbawił ciężaru. Żadnych linii poziomych, żad­nych kątów prostych, osie obu postaci są niemal pionowe. Twarz cicha. Niemy ból, bezgraniczna przestrzeń… Pracował bez wy­tchnienia, gdy tymczasem z domu zasypywano go wprost listami żądającymi pieniędzy, listami coraz bardziej natarczywymi, nie­mal groźbami. Posyłał wszystko, co miał, mieszkał nędznie, jadł mało, cierpiał na silne bóle głowy, miał spuchnięty bok i odczu­wał bezustanny ból w okolicy serca. Niemal nie sypiał. Praca wyrastała z bólu, ból z pracy” (Kamień i cierpienie).

Taki życiorys pozwolił geniuszowi Michała Anioła wypo­wiedzieć słowa, które słyszy się jakby echo Prawdy i Dobroci, połączonych z Pięknem i stanowiących niezwykłą triadę, okre­ślającą wielkość Absolutu. Praca, ból i bezinteresowność – ta trój­ka, spięta twórczą klamrą, wprowadza człowieka w grono nie­śmiertelnych. To ona wyrywa z człowieka wyznanie: ?Cała treść życia gromadzi się w sercu człowieka. Rzeźba to nie tylko opa­nowanie materii, ale wyobrażenie życia wewnętrznego, to wy­buch gwałtownego napięcia, płomienny zew duszy, coś, co musi zostać wypowiedziane” (tamże).

Tak Michał Anioł, ciosany ręką Rzeźbiarza, dotykany pogardą i zapomnieniem, osiągał coraz to wyższe szczyty ducha. Nie usta­wał w pracy, nawet wtedy, gdy go ostrzegano, że porywa się na dzieła nie do wykonania. Wołał wówczas: ?Ja muszę, to nie moja wina, … muszę mieć zawsze tylko bądź nadludzkie zadania, bądź żadne!…”

I tak duch zwyciężał i wyolbrzymiał siły do tego stopnia, że na usilne prośby papieża Piusa III artysta w wieku 72 lat rozpo­czął monumentalne dzieło – budowę Bazyliki Św. Piotra w Rzy­mie, budowlę, która przerastała siły wielu i wielkich, i młodych. Nie mogli sprostać zadaniu przez blisko sto lat.

Michał Anioł nie odmówił prośbie, postawił jednak dwa warunki: ?Nie będzie brał żadnego wynagrodzenia, gdyż pracę wykonuje na chwałę Boga, na cześć św. Piotra i na zbawienie swej duszy, i drugi: chce mieć wolną rękę w realizacji budowli” (W. Rędzioch Bazylika św. Piotra). Dało mu to wolność, która jest najwyższym wyrazem miłości, a więc jest jakby oddechem, potrzebnym dla ludzkiego tworzenia. Bo tam, gdzie w wielkie sprawy wślizguje się pożądanie zysku, twórczość dusi się niewo­lą i może szybko skarleć do rangi biznesu.

Czy więc postawione wzniosłe i twarde warunki dodały sił twórcy? Wiemy, że umierający w wieku około dziewięćdziesię­ciu lat Michał Anioł zostawił budowlę prawie ukończoną. Zosta­wił też kilka makiet i rysunków, by służyły do wykończenia ge­nialnej kopuły. Wszystko to było dziełem nieprawdopodobnym. Wszakże nie tylko architektura, rzeźba i malowidła są dla nas jego testamentem. Pozostawił nam przesłanie o duchu twórczym, o tym darze, który ogarnia człowieka, a jeśli on na niego z miło­ścią odpowie, czyni z niego giganta:

?Pracować, tworzyć!… stale tylko tworzyć, dawać z siebie wszystko, całego siebie rozdać, nie pozwolić wypowiadać się materii, jak ona sama chce, ale oddać swe własne serce, wcisnąć je w marmur jeszcze gorące, tworzyć z samego siebie, nie z wnę­trza bryły, bo wówczas musiałbym na nowo drżeć ze strachu przed martwymi kamieniami” (K. Schulz, Kamień i cierpienie). Jednak­że słusznie mówi J. Ratzinger: ?To duch buduje kamień, a nie odwrotnie; gdzie duch nie buduje, tam milkną kamienie” (Słu­żyć Prawdzie).

Kula ziemska opleciona jest pomnikami świadczącymi o wielkości twórczej człowieka. Karmimy się tym dobrem i dzięki temu wzrasta nasz duch i nasza radość. Radość także z tego, że jesteśmy z rodu, któremu na imię – człowiek. A jeśli tak, to jako ludzie wszyscy jesteśmy obdarzeni twórczością. Niech powie nam o tym polski filozof, S. Swieżawski:

?Wartości i dzieła nieprzemijające tworzą nie tylko ci wiel­cy i najwięksi z synów ludzkich, których twórczość wyraża się w ?pomnikach trwalszych nad spiż?, ale prawdziwie kulturotwór­czym staje się dosłownie każdy człowiek, który jakoś dąży do prawdy i do dobra, i który świadomie spełnia podejmowane przez siebie zadania, nawet najzwyklejsze, najbardziej codzienne”.

Nikt więc nie jest wyłączony z twórczości i na nas wszyst­kich ciąży odpowiedzialność za nasze własne tworzenie. W tym świetle także każdy nasz czyn nabiera niezwykłej wartości, jeśli tylko włożymy w niego nasze ?gorące serce”. Staje się on pięk­nem przetwarzającym świat:

?Kształtem miłości piękno jest, i tyle, Ile ją – człowiek oglądał na świecie, W ogromnym Bogu, albo w sobie pyle ”

(C. K. Norwid Promethidion). Twórczością jest także, a nawet przede wszystkim urzeczy­wistnianie siebie, poprzez stopniowe osiąganie pełni człowieczeń­stwa, poprzez scalanie w sobie natury z nadnaturą i poprzez prze­świetlanie natury nadnaturą, tak aby każdy mógł oglądać piękno w sobie, w świecie i ?w ogromnym Bogu”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.