ZGODNIE Z NATURĄ

Kosmos, świat i przyroda zachwycają swym pięknem czło­wieka, który oglądając poszczególne elementy tego piękna, chce odczytać i zrozumieć świat, a dzięki temu lepiej zrozumieć siebie.

W człowieku są jakby dwa wektory: jeden skierowany w górę, ku budowaniu, drugi skierowany ku dołowi, nastawiony na panowanie i niszczenie.

Tym elementom budowania i niszczenia ?bierna przyro­da” jest poddawana jakby z zewnątrz. Człowiek natomiast nie może być bierny, musi kierować sobą, aby nie niszczyć swojej natury. Wspaniałość swoją ukazuje wtedy, gdy wektor skierowa­ny ku dołowi, ku wegetatywnym elementom jego natury, jest podporządkowany wektorowi skierowanemu w górę, ku warto­ściom wyższym. Wtedy też człowiek w sposób wolny może od­czytywać naturę świata. Wchodząc w kontakt ze światem i z przy­rodą, szuka szczęścia, którego pragnie. Pragnienie to nigdy go nie opuszcza, bo stworzony jest do szczęścia. Poszukuje go także w pięknie świata, które przybliża mu najwyższe Piękno. Ma w sobie intuicyjne dążenie do tego, w czym ma w przyszłości uczestniczyć.

W naturze człowieka został jakby zarysowany ?kontur” Dobra, Prawdy i Piękna.

Czy jest to odblask Stworzyciela, który stwarzając człowie­ka na swój Obraz, odcisnął w jego naturze cielesno-duchowej zarysy tego Obrazu? Czy nie to także wzbudza w nas stałą tęsk­notę za szczęściem, które jest nam przeznaczone?

Nie oznacza to, że szczęścia mamy szukać tylko dla siebie. Jest pewne, że szczęściem napełnia się człowiek, gdy dzieli się z innymi dobrem.

Szczęście jest szczególnym darem dla człowieka – i w całym świecie tylko dla niego. Jest darem możliwym do odczytania w nadprzyrodzonej warstwie człowieka.

Osiąganie szczęścia na tej ziemi łączy się z trudem zdoby­wania pełnego człowieczeństwa. Przedzieranie się ?poprzez sie­bie”, do swojej nadprzyrodzonej warstwy, jest nieustannym wy­siłkiem woli i rozumu.

Człowiek nie może tych trudów pokonać sam. Potrzebna mu jest pomoc innych ludzi (podobnie jak on szukających szczę­ścia!), ale ponad wszystko potrzebny jest mu Pen, który go uzdolnił do poszukiwania szczęścia. Współpraca z Nim może człowieka doprowadzić do cząstkowego szczęścia już tu na ziemi.

?Sięgaj tam, gdzie wzrok nie sięga!” Taka właśnie jest zdol­ność naszej człowieczej rozumnej natury. Ona pozwala nam od­czytywać nie tylko to, co nas otacza, ale także rzeczywistość za­krytą przed całą przyrodą.

Rozumność człowieka pozwala na odczytywanie przeszło­ści, a także na wyciąganie z niej wniosków na dziś. Pomaga też człowiekowi dostrzec, że w świecie nie wszystko przemija. Bu­dzi to w nim pragnienie własnej nieśmiertelności.

Rozumność człowieka pozwala mu także rozpoznać istnie­nie Stworzyciela i zgromadzić dowody na Jego realność.

Jest w nas wpisana potrzeba nawiązywania (dostęp­nego dla człowieka) kontaktu ze Stwórcą. Nawiązanie z Nim więzi rozpoczęło się już w chwili poczęcia, choć sobie tego nie uświadamiamy. Musimy stopniowo wchodzić w naszą nadprzyrodzoną warstwę, aby rozpoznać tę duchową rzeczywi­stość, w której przecież realnie żyjemy. Okazuje się konieczne całe wyposażenie w wyższe uczucia i wartości moralne, aby stale podtrzymywać te więzi. Nawiązanie i utrzymanie więzi między osobami wymaga również dużego trudu. Powtórzmy to raz je­szcze: człowiek, compositum cielesno-duchowe, istota, w której duch jest sprzężony z ciałem, przez ciało wypowiada swojego ducha; nie może dojść do swojej pełni poruszając się tylko w jednym wymiarze swego compositum. Wszystko w człowieku musi być ?scalane”. Człowiek odczuwa potrzebę przekraczania tych elementów swojej natury, które pozbawiają go jego natu­ralnego środowiska, jakim jest połączenie dwóch rzeczywistości: przyrodzonej z nadprzyrodzoną.

Jak jak konieczne są kierunkowskazy i drogowskazy na drodze, którą chcemy dojechać do celu, tak potrzebne są wska­zania do rozwinięcia w sobie tych wartości, które pomagają od­czytywać rzeczywistość świata duchowego i ujarzmiać wegetatyw­ne skłonności, wypływające z przyrodzonej warstwy naszej natury.

Jesteśmy wdzięczni tym, którzy dbając o drogi, ustawiają prawidłowe znaki. I Imożliwia to szybkie i pewne osiągnięcie celu podróży. Człowiek potrzebuje takich drogowskazów także w pokonywaniu swojej biologicznej słabości i w utrzymaniu stałe­go napięcia, które dopinguje go do rozwijania w sobie pełni czło­wieczeństwa. W tym rozwoju nie można się zatrzymywać. Wę­drując ku górze, trzeba stale iść, choćby bardzo powoli, gdyż inaczej człowiek cofa się z powrotem w dół.

Każdy z nas doświadczył pewnie w sobie tej niszczyciel­skiej siły, która gdy się w nas ujawni, wywołuje zdumienie. Jeśli szybko nie powrócimy do marszu w górę, ku wyżynom ducha, to jeszcze szybciej spadamy w dół. Wtedy przestaje to niepokoić, nic mobilizuje do odwrotu, przeradza się w przyzwyczajenie, które przyzwala zapanować nad nami tym elementom naszej natury, które prowadzą donikąd. Wytworzona pustka nie pozwala oglądać tego, co ?niewidzialne dla oczu”, a właśnie to umożliwia odczytanie naszej prawdziwej natury, sensu życia i jego celu.

Są więc w człowieku moce, które go rozwijają, dając mu szansę osiągania tych szczytów, z których widzi się lepiej całą perspekty­wę człowieczeństwa, i są w człowieku siły, które go degradują.

Degraduje nas także niewierność otrzymanemu powołaniu do rozwijania w sobie daru twórczości, którym zostaliśmy obdarzeni.

Największym darem twórczości jest rodzicielstwo, które pozwala w sposób najbardziej bezpośredni doświadczać szczę­ścia bezinteresownej miłości.

Człowiek obdarzony tym darem ma do swojej dyspozycji całą przyrodę, aby mu pomogła dar przyjąć i wypełnić. Jest jej panem poprzez swoją rozumność, wolność i odpowiedzialność. Jego świadome działanie wyklucza wszelkie automatyzmy. Jest także wolny i odpowiedzialny w swojej twórczości rodzicielskiej. Musi jednak stale pamiętać, że ta jego wielkość wypowiada się w odpowiedzialności, łączącej się z odpowiedzią na dar, a nie w rezygnacji z daru. Tymczasem zaś są nieustannie podsuwane człowiekowi motywy, które go odsuwają od przyjęcia daru, choć ten dar może go uczynić nieśmiertelnym.

Odpowiedzialne rodzicielstwo sięga znacznie wyżej i dalej niż ekonomiczna sytuacja małżonków i znacznie dalej niż dążenie do zdobycia łatwiejszego życia.

Dzieje się tak zgodnie z naturą, to znaczy zgodnie z wielko­ścią człowieka, nie zaś zgodnie z wyizolowaną biologią, która nie jest naturalnym środowiskiem człowieka: biologia człowieka jest w sprzężeniu z jego duchem, jest w łączności z jego warstwą nad­przyrodzoną. Dlatego naturalne środowisko człowieka nie może być rozpatrywane w izolacji tych elementów. Nawet, gdy tak się dzieje dla jakichś celów metodycznych, w polu naszej świado­mości musi funkcjonować cała rzeczywistość natury ludzkiej.

W twórczości rodzicielskiej biologia człowieka jest wyko­nawcą tego, co dzieje się w jego życiu duchowym. Także psy­chika człowieka musi być formowana przez wyższe uczucia, które rodzą się w jego duchu.

W dwudziestym wieku fizjologia rodzicielstwa została po­znana bardzo dokładnie. Odkryto cykliczność płodności kobiety i wszystkie warunki, jakie trzeba spełnić, by fizjologia mogła odpowiedzieć na dar rodzicielstwa. Rozpoznano też, że narządy rozrodcze ojca pracują inaczej, bo w sposób ciągły. Nakłada to na małżonków konieczność dokładnego rozpoznania swojej fizjolo­gii, uzdalniającej ich do przekazania życia.

W twórczości rodzicielskiej cały rozwój człowieka i pełnia jego człowieczeństwa nabierają szczególnego znaczenia. W niej ujawnia się zdolność wypowiedzenia ducha cielesnością.

Rodzicielstwo ludzkie jest znakiem więzi ze Stwórcą i między małżonkami. Oto twórcze spotkanie osób, pod­czas którego wszyscy miłują, i to miłością owocującą. Na ten owoc, który jest znakiem spełnionego spotkania, małżonko­wie są stale nastawieni. Wiedzą jednak, że nie zawsze znak speł­nienia ich komunii małżeńskiej wyraża się powstaniem nowego życia, nawet gdy bardzo tego pragną.

Może też istnieć sytuacja, że mimo pragnień rodzicielskich są ważne powody, w których ich dojrzała odpowiedzialność decyduje, że ich rodzicielstwo nie może się zrealizować. Wtedy świadomość panowania nad biologią, znajomość dni płodnych żony i powściągli­wość męża są naturalnym sposobem postępowania. Wstrzemięźliwość respektuje wtedy prawa fizjologii, szanując godność małżonków. Po­nad wszystko zaś respektowana jest ich współpraca ze Stwórcą.

Do tego służy naturalne planowanie rodziny. Jest to zdol­ność panowania nad popędem – istotny element naturalnych metod planowania poczęć.

W rodzicielstwie ludzkim nie może być nigdy elementu ?produkcji ludzkiej”. Człowiek, każdy człowiek, ma prawo po­cząć się w tajemniczej więzi Boga z jego rodzicami.

Wszyscy małżonkowie są szafarzami niezwykłego daru swego powołania rodzicielskiego i ponoszą wielką odpowiedzialność, jeśli zaniechają rozpoznania swojej rodzicielskiej fizjologii. Jest obecnie wiele dostępnych i łatwych opracowań, omawiających zarówno metodę objawowo-termiczną, jak i metodę Billingsów. Są one do dyspozycji małżonków. Wymaga to jednak stałej kon­troli popędu i skierowania miłości na tory wyższe, obejmujące całe życie małżeńskie.

Wiek XX, bogaty w wiedzę w zakresie rozpoznawania funk­cjonowania fizjologii płodności, ukazuje bezspornie, że rodziciel­stwo ludzkie nie jest przymusowo sterowane, tak jak w świecie przyrody. Jest poddane człowiekowi i zakodowane w jego świa­domości, która uzdalnia go do rozumnego, wolnego i odpowie­dzialnego działania. Chodzi zawsze o działanie ludzkie, to zna­czy – świadome swojej wielkości, świadome niezwykłego obda­rowania człowieka najwyższą twórczością, której owocem jest człowiek. Cóż może być wspanialszego na świecie! Posłuchajmy:

?Usiadłem naprzeciw jednej pary. Między mężczyzną i ko­bietą dziecko wcisnęło się jako tako i spało. Ale odwróciło się nagle we śnie i zobaczyłem jego twarz w nikłym świetle żarów­ki. Ach! Cóż to była za twarzyczka! Z tej pary narodził się ten jakby złocisty owoc. Z tych ciężkich łachmanów zrodziło się ar­cydzieło piękna i wdzięku” (A. Saint – Exupery Ziemia Ojczyzna ludzi).

Jeśli ktoś umiał spojrzeć w oczy dziecka, które zrodził, to na pewno dostrzegł razem z pięknem szczęście we własnym wnętrzu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.