POZNAĆ SIEBIE SAMEGO

Otrzymałem szansę, ale jak ją odczytać? Jak poznać siebie? Oto pytanie, które każdy, młody, starszy i sędziwy człowiek, powi­nien stawiać sobie nieomal każdego dnia, a może i każdej chwili.

A nadto budzi moje zdziwienie to, że się we mnie rodzą te pytania. I skąd bierze się we mnie tęsknota za odpowiedzią na nie?

Każdy z nas szuka punktu odniesienia dla swego życia. Nie może poruszać się jedynie w pustce spraw i rzeczy mających wartość względną i przemijającą.

Wydaje mi się w takich chwilach, że stawiam siebie w cen­trum świata, tak te pytania mają zasadnicze znaczenie, ale prze­cież muszę ustalić, jaki jest sens mojego życia i jak długo ono będzie trwać? A także, czy mogę osiągnąć upragnione szczęście, czy też jest to pustynna fatamorgana, która zamiast napoić spra­gnionego, nęci po to, by go rozczarować?

Człowiek – Podobieństwo. Co to znaczy? A zwłaszcza: jak mam to Podobieństwo stale rozpoznawać?

Jestem człowiekiem. Bytem, który nie powstał z siebie, ale odczuwa siebie, wiem, że jestem, że czuję, że myślę, że chcę być kochanym i mogę kochać. To wszystko wiem -mam rozum, który pozwala mi to wiedzieć. Ta wiedza zaś zależy też od tego, czego nauczyli mnie moi rodzice. Taki jest mój pierwszy etap rozpoznawania.

Drugi etap-to już ja sam: jestem wolny. To stanowi wraz z rozumem o mojej godności. Mogę się ubogacać, kształtując wła­sne życie.

Odczuwam siebie, swoje ciało, a przy tym tęsknię i kocham. Mam więc w sobie samym coś, co jest jakby ?poza mną”, a prze­cież zawsze ?ze mną”. Jest we mnie dwoistość, a jednak czuję się całością. Moje compositum funkcjonuje w jedności mego orga­nizmu. Rozerwanie tego sprzężenia sprowadziłoby na mnie śmierć. Czy więc moja biologia może mi odpowiedzieć na pyta­nie: kim jestem? Oczywiście nie.

Ale poprzez moją biologię mogę odpowiedzieć na to pyta­nie. Biologia toruje mi drogę do rozpoznania siebie samego, daje mi niepowtarzalne możliwości odczytywania siebie. Odkrywam jednak poprzez swoją świadomość niewystarczalność swojej bio­logii. Moja rozumność pozwala mi wybiegać poza uwarunkowa­nia mojej cielesności (zawsze je szanując) i dotrzeć do istoty mego bytu, do istnienia i rozumnej wolności. Stawia mnie to ponad wszystkie istoty, które nie mogą i nie umieją chcieć.

Moje ?chcę” nabiera więc ogromnego znaczenia, sięga do istoty mego compositum: poprzez moją świadomość jest wolne.

a dzięki wolności jest odpowiedzialne. I to o tyle odpowiedzial­ne, o ile świadome, a świadome, bo wyposażone w mózg – organ scalający moje compositum i umożliwiający nauczenie się tego, czego chcę, dlaczego chcę i jak chcę.

Droga do siebie polega więc także na odkryciu tego, kim jestem, w momencie, w którym o to pytam. Ponieważ nie mo­głem postawić tego pytania wtedy, kiedy zjawiłem się na świe­cie, to znaczy w chwili poczęcia, myśleli wtedy i mówili o mnie i za mnie ci, którzy mnie poczęli, moi rodzice. Ja nie wiedziałem, ale oni wiedzieli, że to ich wzajemna miłość zrodziła pragnienie, abym był, ona wywołała działanie Stwórcy. Więc jestem.

Jeżeli taki jest mój początek, to co z tego dla mnie wynika? Co wynika na teraz? I co wyniknie na potem? Bo uświadomienie sobie początku usposabia do przypatrzenia się dalszym etapom życia. Wzbudza pamięć i wyobraźnię, zdolność myślenia i wnio­skowania, co daje możliwość ogólnego spojrzenia wstecz na wszy­stko, co było dotąd w życiu.

To wspaniałe wyposażenie predysponuje do kierowania sobą. Jest jednak tylko wyposażeniem, dzięki któremu mogę uczyć się sztuki bycia sobą.

Niestety, tych możliwości mogę użyć dwojako: albo je wy­korzystam i zacznę stawać się w pełni człowiekiem – dla dobra swojego i innych, albo ich zaniecham i wtedy mogę niszczyć sie­bie i niszczyć innych.

To wszystko nadal nie uwalnia mnie od pytania, które po­wtarzam jak refren: kim więc jestem? Powtarzam: jestem istotą złożoną, compositum cielesno-duchowym, które swego ducha wypowiada przez swoje ciało.

Jestem istotą ?złożoną tak dokładnie”, że rozerwanie tej więzi spowoduje moją śmierć. Wtedy mojego ducha nie będę już mógł wyrażać w sposób zrozumiały dla innych ludzi. ?Śmierć jest rozpoczętym zmartwychwstaniem, okropności śmierci są bólami porodowymi nowego życia”. Ten bolesny proces umie­rania i śmierci – to sposób, w jaki Bóg kształtuje w nas ?nowe”.

Rozbija się komórka po komórce nasze samouwielbienie, aby­śmy byli zdolni przyjąć to ?nowe”, aby nasza wolność i miłość miały wymiary dla nas przewidziane.

Poprzez śmierć wkraczamy w rzeczywistość niczym już nie zakrytą, wkraczamy w Prawdę. Zajmujemy to miejsce, które się nam naprawdę należy. ?Taniec masek, gra pozorów i fikcji – skoń­czyły się. Teraz człowiek jest już tylko tym, kim rzeczywiście jest” (J. Ratzinger Służyć Prawdzie).

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.