ROZPOZNAJ SIĘ

W poszukiwaniu drogi do siebie niemałą sprawą jest roz­szyfrowanie tych predyspozycji, które służą jako budulec do ukształtowania mojej sylwetki psychicznej.

Tym jakby budulcem są temperamenty. To jakby natural­ny materiał, zespół cech wrodzonych, które muszą zostać pod­dane rozumnej obróbce. W każdym temperamencie zawierają się cechy pozytywne i negatywne. Praca nad sobą oznacza spro­wadzanie negatywnych cech do minimum, a zwiększanie pozy­tywnych do maksimum.

Zobaczmy siebie w tej czwórce temperamentów, którą ja­kiś anonimowy autor tak opisał:

?Sangwinik jest jak wiosna wielka i piękna, cudem kwia­tów swoich rozkosznie wabiąca i obiecująca. Choleryk jest jej latem, jest stawającym się czynem, zejściem i zawiązaniem się jej kwiatu i owocu, jej upalnym słońcem i przeciągającą burzą, w gromy urodzajne brzemienną. Melancholik zaś jest jesienią cudną tej pełni i tego piękna, które się czasu wiosny zbudziło i związa­ło, a w czas letnich dojrzewań się stawało, jest dojrzałym owo­cem, złotym kłosem, jest czasem, który zbiera, który wszystkie pola obchodzi, wszystkie ścierniska zbiega, do wszystkich win­nic i ogrodów zagląda i z pełnią tego owocu w dłoni staje u progu chylącego się lata, u progu otwierającego się grobu, narastającej śmierci-zimy, a zawsze z pytaniem wielkim na ustach ?dlacze­go??, zawsze kończy proroczym widzeniem nowych wiosen lub nowych klęsk. Flegmatyk w całości tej jest jak zima, jest wiel­kim śniegiem przykrywającym zerwaną pustkę poowocną, wiel­kim mrozem na ukrytym w ziemi ziarnie, wielkim okresem umożliwiającym nową wiosnę i wszystkie jej cuda.

W czystym typie sangwinicznym niewiele znajdzie się rzeczy trwałych jak spiż. Jest głównie chwila bieżąca i jej wielki błysk. I w takiej chwili istotnie człowiek może być wielki, może zadziwić wtenczas. Lecz dalej wielkość jego rzadko sięga. Zawo­łać z księciem Józefem: ?Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu go tylko oddam? – to jego wielkie szczyty. Żeby z uporem rzeź­bić życie i jego warunki, sobie i innym, to jest dla niego sprowa­dzanie gwiazdy na ziemię. Za to jest towarzyski, serdeczny, współ­czujący w każdej doli i chwili – byleby nie za długo. Szwankować będzie u niego obowiązkowość. Co czyni, czyni z reguły chwilo­wo. Chwilowo dobrze i chwilowo źle, chwilowo się gniewa i prze­bacza, chwilowo cieszy i smuci, chwilowo pamięta i zapomina. Częściej motyl niż pszczółka.

Zgoła innym jest choleryk. Choleryk też raz dwa się zapa­la, bo jest z ?łatwo pobudliwych?, ale za to jest głęboki. W prze­ciwieństwie do sangwinika, co raz weń zapadnie, to już stamtąd nie wyjdzie. Wielka miłość zarówno jak wielka nienawiść. Każ­da reakcja u niego to zbudzony lew. Tak krąży i tak działa. Nie ma w nim nic miernego, nic chwilowego. Jest tylko on cały albo zgoła nic. ?Malowanym królem wam nie będę? – mówi z Batorym.

Choleryk to typowy władca.

Flegmatyk jest po prostu przeciwieństwem tego wszyst­kiego. ?Niech sobie Prometeusz-choleryk zrywa ogień z nieba, mnie starczy, jeśli się przy nim ogrzeję?. Zawsze spokojny, za­wsze okrągły. Nigdy się nie przemęcza, nigdy się nie zapala. Gdzie można odpoczywać i używać, tam nigdy się nie cofa, a gdzie trzeba było stanąć na apel i do czynu, tam zawsze jest ostat­ni. Za to, jeżeli raz coś powiedział – to kropki nad ?i? niepodob­na odjąć, takie ma jasne i trzeźwe sądy. A kiedy się już raz czego uczepił, to żadna siła ludzka odwieść go nie zdoła od przedsię­wziętego zamiaru i kroku. Jednym słowem: typowy Holender – człowiek, który rzadko gra, ale jak zagra, to wygra.

Wąż i ryba w jednej osobie.

Temperament melancholiczny zapala się powoli i nie często. I pierwszy ogień jego płonie zawsze we własnym wnę­trzu. Lecz jeśli się zapala, to nie ma głębszych ogni, ani większe­go ciepła od ciepła i ognia mieszkającego w jego piersi. Jego cie­pło to serce świata.

Melancholika zna się zazwyczaj tylko ze strony karykatu­ralnej. Tymczasem na nim spełnia się przysłowie: ?Cicha woda brzegi rwie?. ?Wzrok melancholijny jak teleskop sięga? – po­wiada Mickiewicz. A Słowacki genialnie rozróżnił, iż ?dwie są melancholie: jedna jest z mocy, druga ze słabości; pierwsza jest skrzydłami ludzi wysokich, druga kamieniem ludzi topiących się?. I właśnie ta pierwsza melancholia, ten jej dodatni typ zdaje się być duszą świata, duszą i naturalnym podkładem wszystkich wielkich myślicieli, wszystkich problematyków i ludzi idei, wszy­stkich wielkich miłujących.

?Nazywam się milion – wołają wespół z Mickiewiczem – bom za miliony kochał i cierpiał, myślał i czuł, świecił i promieniał?. To jest pozytywna strona tego temperamentu.

Czy nie pyszna to czwórka i nie genialny Mistrz, który ją pomyślał i stworzył?

Odzie twoje miejsce w tej czwórce?”

Ten romantyczny opis zawiera realistyczną prawdę: nie ma doskonałych temperamentów, natomiast są wspaniali ludzie.

W czym tkwi ich tajemnica?

Odkryli swoje predyspozycje, z którymi startowali w życie. Dołożyli wiele trudu, by uzbroić swoje temperamenty w rozum­ne działanie woli i to sprawiło, że rozpoczęli naukę opanowywa­nia swojej natury. Nie spychanie w podświadomość braków na­tury, ale podnoszenie jej na wyższy stopień pozwala na zrówno­ważoną pracę nad sobą.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.