ZNALEŹĆ DROGĘ DO WŁASNEGO SERCA

Drogą do mego serca jest moja zdolność do miłowania. Jest ona wolnością, która połączona z wyborem dobra rozbija moje ograniczenia i pozwala wyjść poza siebie.

Wyjść poza siebie nie oznacza konfliktu z samym sobą, bra­ku zgody na własne ?ja”. Jest to otwarcie własnego wnętrza na drugiego człowieka. To właśnie poprzez relację z drugim czło­wiekiem rozpoznaję moje serce. Akceptując siebie, jestem też zdolny akceptować bliźniego, którego spotykam lub chcę spo­tkać na swojej drodze. Otwarcie na bliźniego otwiera moje ser­ce, wydobywa mnie z wąskiego kręgu mojego ?ja”, uzdalnia mnie

do miłowania ludzi – moich braci. ?Dobrze widzi się tylko ser­cem” – mówi Mały Książę Exupery’ego, pisarza, który ?wytropił wirusa, jaki zatruwa ludzi i przeszkadza im rosnąć”, gdy nie chcą oni pokonywać swoich słabości i wzmacniać ducha.

Norwid w swoim Psalmów – Psalmie, daje nam wyśmienitą syntezę tych prawd:

A więc to wszystko proch na ulicy Do Boga!… Miłość tylko pozostanie Jak w zapalonym stosie hełm brązowy z napisem: jesteś!.

Tak, odnalezione własne serce w sercu drugiego człowieka potwierdza moje istnienie. Jest odkryciem, które wyprowadza z własnego zaklętego kręgu i pozwala zawołać: ?Dobrze, że jesteś!”. To wołanie miłości uruchamia we mnie najgłębsze pokłady czło­wieczej wielkości.

Nie bez znaczenia jest jednak, kim jest ów bliźni, którego przywołuję do życia okrzykiem wydobytym z dna serca. Bo moje serce rośnie wraz z rozwojem w nim dobra, na co potrzebny jest czas. W tym okresie mojego rozwoju, kiedy gorączkowo szukam drogi do siebie, usiłuję też znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie istotne pytania. Odczuwam też wtedy bardzo silnie swoją nie- wystarczalność. Ale pojawia się też we mnie zryw, który przy­śpiesza moje działania, i chcę szybko znaleźć odpowiedź na wszy­stkie powstałe we mnie pytania. Jakże ważna staje się wtedy umiejętność opanowania emocji, aby one nie wyprzedzały świa­domego i rozumnego działania.

Młodzieńczy, wspaniały okres, często ?awanturniczy” i ne­gujący dotychczasowy porządek, chce wszystko ulepszać. Jest więc ten okres równocześnie poszukiwaniem nowych ludzi, którym chcemy powierzyć tajemnice swoich przeżyć. To, kogo wtedy spotkam, kto zechce obdarzyć mnie ?sobą” – nie zawsze w danej chwili zależy tylko ode mnie. Zależeć może także od moich rodziców, dziadków i mojego otoczenia w domu rodzin­nym, a także od szkoły i instytucji wychowawczych. Zależy od tego, czy nauczono mnie prawidłowego rozróżniania prawdzi­wych wartości od fałszywych i czy ukazywano wzorce ludzi pra­wych. Od tego może zależeć, czy będę szukać prawdziwych spo­tkań. Nie jest to łatwe, gdyż umiejętność rozróżniania świadczy o dojrzałości.

Niezwykle ważną sprawą jest więc ukazanie bardzo wcze­śnie młodemu człowiekowi wzoru. Okazanie pomocy, aby po­przez doskonały wzór o wysokiej wartości moralnej rozpoznał to, co powinien osiągnąć. Ukazywany wzór – ideał pomaga mu tak­że w odkryciu szlachectwa, które jest ukryte w nim samym. Ten ideał stanie się jakby iskrą, która sprawi, że zapłonie jego dusza, pociągnięta do umiłowania wartości wyższych. Nie traci człowiek na skutek tego własnej indywidualności. Przeciwnie, rozwija ją przez ukazane mu wartości, które ma rozwijać. W ten sposób wychodzi poza siebie, co pozwala mu zdążać do celu, który w nim zajaśniał. Odnalezienie bliźniego nie grozi wtedy jego ko­piowaniem, jest raczej uruchomieniem tych sił, które rozpalone przez ideał pomogą mu rozstawać się ze swym własnym ?ja”, zaciemniającym horyzont. Gdy zaś jestem wyzwolony z siebie, wyzwala się wtedy także zdolność odkrycia Celu Najwyższego. Wyzwolenie to doprowadza do ?stawania się” i wprowadza na drogę odnajdywania własnego charyzmatu. Każdy jest nim ob­darowany, trzeba go tylko odczytać w sobie. Nie jest to łatwe, niekiedy wydaje się prawie niemożliwe. Tak jest, gdy człowiek zostanie obarczony misją, która go przerasta. Odczytywanie może wtedy polegać na spełnianiu codziennych obowiązków, chwila po chwili, wytrwale, by w końcu ujrzeć swoje życiowe zadanie.

Odkrywanie rozbieżności między własnym życiem a dosko­nałością ideału, może stać się bodźcem do intensywnego rozwo­ju wartości moralnych. Rośnie wtedy wewnętrzna siła, która po­maga w dążeniu do uprzednio rozpoznanego Dobra. Nawiązuje się jakaś wewnętrzna więź między ideałem a tym, kto do niego dąży. To wyolbrzymia jego siły. Nie ma sprzeczności w tym, że człowiek stawać się może większy wtedy, gdy czuje się mały wobec wielkiego zadania, przed jakim jest postawiony. Rozpo­znaje wówczas, że siły ma za małe i czasu mu nie starcza, by sprostać ogromowi pracy, która stale przed nim stoi jako zadanie do wykonania.

Musi się doskonalić. Trudu nie może poniechać i nikt nie może go w tym zastąpić. Jest to wprawianie się we własne czło­wieczeństwo, do którego stale musimy dorastać. ?Czujemy się w życiu jakby niedokończeni. Ciągle panuje w nas napięcie mię­dzy tym, czym jesteśmy, i tym, czym chcielibyśmy być, między tym, co już urzeczywistniliśmy, a tym, czego jeszcze mamy do­konać” (L. Boros Spotkać Boga w człowieku).

Ideał, który w nas żyje i do którego pragniemy dorastać, podnosi nas i sprawia, że jesteśmy stale gotowi korygować nasze postępowanie, by każdą słabość przemieniać w nową siłę, do osią­gnięcia wartości wyższych, do zdobywania cnót. Temu dziś tak niemodnemu i ośmieszanemu słowu trzeba przywrócić prawo obywatelstwa w życiu społecznym i w działaniu każdego z nas. Właśnie zdobyte cnoty wyrywają nas z prymitywnej wegetacji. Zdobywanie cnót nie znosi poczucia lęku wobec spraw wielkich. Istnieje jednak także ?wielkość rzeczy małych”, która doprowa­dziła świętych do heroizmu. Może warto zacytować Hoalderlina: ?Nie być ograniczonym przez największe, dać się ograniczyć przez najmniejsze – to rzecz Boska”.

Mamy jedno życie, które ?zarabia” na całą wieczność, war­to więc znaleźć drogę do siebie, aby móc ?sobą” ogarnąć to, co ?teraz”, by to przetrwało w nieskończoność.

Odnaleźć siebie w bliźnim, to odkryć, że jesteśmy zdani na innych. Daje to równocześnie szansę bezinteresownego daru z siebie. ?Szukam człowieka!” – wołał Diogenes. Jest szczę­ściem znaleźć takiego człowieka, który pomoże rosnąć w górę, pomoże odkrywać prawdziwą wielkość. Człowieka, który ochro­ni, by nie zagubić się w niszczącym wrzasku ?heavy metal”, wyzwalającym najniższe warstwy człowieczeństwa, i w innych programach, podobnie niszczących ducha. Człowiek nie może się poddawać, bo wtedy szybko wyciąga po niego rękę nie tylko narkotyk, ale odzywa się w nim także cała gama bestial­stwa, niszcząca człowieczeństwo. Tak się dzieje, gdy człowiek nie odpowiada na swoją własną wielkość, złożoną w jego czło­wieczeństwie.

Na drodze swego rozwoju, w dążeniu do pełni życia czło­wiek nie może zatrzymać się. Musi odczytywać swoją naturę cielesno-duchową, by ją scalić z nadprzyrodzoną warstwą swego życia. Tak może wzrastać. Cielesność człowieka służy mu do wyrażenia jego powinowactwa ze światem ?wyższym”. Sama w sobie nie jest jeszcze życiem. Stawianie jej więc na najwyższym podium jest nieporozumieniem. Niszczy człowieka, zarówno jego cielesność, jak i wartości duchowe. Niszczy tych, którzy z nim taką drogą idą lub go na taką drogę wprowadzają. Człowiek może być wtedy zdegradowany poniżej świata zwierzęcego; jest mani­pulowany przez zło, które czyni go swoim niewolnikiem, swoją ofiarą. Jego czyny budzą grozę i czynią świat pełnym przestępstw i nienawiści.

Nie jest więc obojętne, jaki obraz życia jest nam przedsta­wiany od kolebki. Nie jest obojętne, jakie obrazy otaczają nas w okresie dorastania. Jeśli wrodzone dążenie do doskonałości nie jest rozwijane i wspierane ideałem, który dźwiga nas do uczuć wyższych, może być przygłuszone, zwłaszcza siłą pokus eroty­zmu, który chce zawładnąć wnętrzem człowieka. Nie jest więc obojętne, co i kto stanie się naszym ideałem w okresie dojrzewa­nia do dorosłości. I ogromne znaczenie ma dla naszego dalszego życia to, jakie wartości reprezentuje ten bliźni, który podaje nam rękę w trudzie szukania drogi do siebie.

?Wielkie dusze i wielkie ideały mają jakąś szczególną wzglę­dem siebie sympatię, jakieś szczególne powinowactwo. Wów­czas, kiedy ludzie poziomi… lada czym gaszą pragnienie swego serca, ludzie wyższego ducha, ludzie ideału, podnoszą się w sfe­ry nadziemskie, i w świecie niewidomym, w krainie natchnień i myśli szukają dla siebie pokarmu. Toteż jeśli spotkają ideę swe­mu upodobaniu pokrewną, lgną do niej całą siłą swego uczucia, łączą się z nią jakby ślubem duchowym i odtąd całym szczęściem i troską ich życia jest miłość i ofiara dla odkrytego ideału” (Królic- ki Homo Dei).

Od zachwytu dobrem mogą zależeć nasze dalsze wybory. Czy ludzie, których spotkamy i obdarzymy zaufaniem, dodadzą nam sił do cierpliwego odkrywania i zdobywania w trudzie krok po kroku siebie? Czy odkrywanie świata posłuży do wzmocnie­nia naszych sił duchowych, by nas doprowadzić do wielkiej mi­łości, a może i do heroizmu wyrzeczenia się własnych pragnień dla dobra innych?

Takie uwieńczenie starań nad wyrobieniem charakteru pro­wadzi do wolności, która nie pozwoli ?zabić bohatera w swojej duszy”: wolności, która uwalnia człowieka od rzeczy zewnętrz­nych, a pozwala mu odkrywać wartości najwyższe.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.